Meryl Volter

    Share
    avatar
    Meryl Volter

    Liczba postów : 298
    Płeć : Female

    Meryl Volter

    Pisanie by Meryl Volter on Nie Gru 26, 2010 3:24 am

    Meryl Volter

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Meryl
    2. Nazwisko: Volter
    3. Data urodzenia: 08.06.1994
    4. Miejsce urodzenia: Bratysława
    5. Miejsce zamieszkania: Londyn
    6. Czystość krwi: czysta

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: Każdy ma rodowód. Meryl za początek i koniec swego drzewa genealogicznego uznaje tylko matkę i ojca. W praktyce zaś matkę, którą jest kobietą przemierzającą korytarze z wiecznie podkrążonymi oczami, ospała i blada. Przychuda pani doktor w szpitalu świętego Munga, łyka jakieś eliksiry niemal na wszystko. Na sen, na wstawanie, na apetyt, na ból głowy, na witalność. Wygląda o dziesięć lat starzej, a cały jej świat zaczyna się i kończy na czyjeś nerce, czy smoczej ospie.
    Nazwisko Meryl nosi po matce, Gwandii Volter, gdyż ojciec nijaki Alexander Asher wyparł się jednego z wielu dzieciaków jakie stworzyły jego plemniki.
    Olek podróżuje sobie po świecie, a Meryl? Już nie reaguje nerwowo na wspomnienie o nim. W ogóle nie reaguje na jakiekolwiek wspomnienia o nim. Jakoś w czwartej klasie zaprzestała wysyłania kartek świątecznych do ojczulka życząc mu chorób wenerycznych na wakacjach w Somalii. A co za tym pogrzebała starym pudełeczku ze zdjęciami cały rodowód.
    2. Pokrewieństwo:
    3. Status majątkowy: powyżej przeciętnej

    C. Szkoła

    1. Rok nauki: VII
    2. Dom: Slytherin
    3. Przedmioty: zielarstwo, onms, transumtacja, eliksiry, astronomia

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 173 cm
    • Budowa ciała: patyczasta, wygląda jak Pinokio okryty skórą.
    • Kolor oczu: zielone
    • Kolor włosów: blond
    • Cechy charakterystyczne: trzy pieprzyki na lewej łopatce

    2. Opis szczegółowy:

    Pozytywka
    Na skórzanym fotelu przykrytym poplamionym kocem siedzi Meryl. Zbrzydła, wychudła, opatulona szlafrokiem. Szlafrokiem z którym często zapominając się spaceruje po hogwrackich korytarzach, bądź kupuje w pobliskim sklepie bułki. Szlafrokiem pod którym kryje się obrzydliwie białe ciało. Ciało niemal przezroczyste, znać na nim każdą żyłę, najmniejsze znamię.
    Meryl kiedyś była porcelanową laleczką osadzoną w tandetnej pozytywce, kupionej za marne grosze. Grosze, których wydania się nie żałuje, bo i tak są za drobne, tylko ciążą. Teraz siedzi w fotelu i niemal wszystko sprawia jej trudność. Zbyt wiele kosztuje. Zwykłe podniesienie kościstej ręki, wbicie wzroku w ścianę. Oczy jej zatrzymały się w jednym punkcie. Duże wyłupiaste, zielone oczy. Melancholijne, puste i matowe. Oczy staruszki. Podkreślane zbyt mocno kredką. Cała jej twarz jest przeładowana wyrazistymi kolorami. Czerwone usta, różowe policzki. Potyka się o swe długie nogi z udawaną gracją próbując trzymać równowagę. Znikło zdrowie i siła dawnej Meryl. Zostały idealnie zakreślone łuki brwiowe i zadarty nosek. A poza tym nagłe torsje i ataki kaszlu.

    Korale

    Meryl wciąż ma szafę pełną starych sukienek. Odważnych, ekstrawaganckich, odkrywających jej kościste ramiona i papierowe plecy. Meryl z nich nie rezygnuje wciąż wkłada coraz luźniejsze sukienki, z dumą stuka obcasami o kamienne posadzki. Trudno lustro okłamywać. Dlatego lepiej zamienić wszelkie szkło ponownie w piasek. Meryl brzydzi się siebie. Brzydzi się swych włosów, szorstkich i łamliwych, wychudłej sylwetki. Chciałaby móc cofać czas, znów być kształtna i zadbana. Znów jadać leciutkie jogurty i sałatki. Teraz z trudem powstrzymuje ataki kaszlu podsycane przez flegmę. Jeśli już coś je to tylko słodycze, na deser raczy swe płuca fajowym dymem. Drewniana fajka w kształcie łódki emanuje waniliowym zapachem tytoniu. Tak jak sama Meryl, przesiąknięta zdecydowanie za słodką wonią wanilii.
    Wciąż przyozdabia się jakimiś świecidełkami, obciąża szyję ciężkimi naszyjnikami, drżącymi rękami wpina w uszy kryształowe kolczyki.

    Za starą prezencją, elegancką astmą, różową toaletką siedzi Meryl w skórzanym fotelu.



    E. Charakter

    1. Opis charakteru:

    Karuzela z madonnami

    Meryl zbyt długo śpi. Słabiutka, krucha, szorstka Meryl śpi. I nic jej nie przynosi przyjemności nawet ten sen. Koszmarnie długi, monotonny, mdły. Osłabią ją zwykły sen. Nie ma władzy nad tym światem na jawie. Światem intrygującym, miażdżącym ją ciągle tymi samymi zjawami, zgrabnych ciał w białych sukienkach. Ciał tańczących sobie swobodnie. Obracających się, kręcących, one są karuzelą.

    Zbrodnia i zbrodnia
    Jeszcze nie wie kto to taki, a już czuje niechęć. Krztusi się suchotami obrzydzenia. Nie patrz na nią, nie dotykaj jej, nie mów do niej. Ona dostaje wysypki, dusi się ledwo oddychając życzy ci brzydoty. Wciąż dumna lustruje mętnymi oczami ładne buzie, zdrowy, roześmiany tłum. Giń, przepadnij. I znów atak torsji złorzeczenia, do gardła podchodzi jej flegma. Gorzka flegma piekąca w gardle. Gdyby mogła wypruwałaby z twej twarzy małe kwadraciki skóry i siedząc przy ciepłym kominku podpalała je.
    Maniakalnie wycina zdjęcia starych znajomych i znów dusząc się, przybita ich beztroską pluje na wycinki, wyrzuca je. Nienawidzi. Ale przecież wciąż jest taka sama, nibymiła dla tych wyżej. Przecież gości na herbatkach, plotkuje, śmieje się. O tak. Śmieje, wręcz charczy.
    Buduje swój własny tunel w piwnicy podświadomości. Mieszka tam wraz ze szczurami wyżerającymi z niej wszelkie resztki życzliwości, ciepła i uprzejmości. Kocha te szczury. Jest od nich uzależniona.
    Odwaga? Zaiste kryje się w zakamarkach tej malutkiej osobowości, przekarmionej nadmiarami ego. 21 gramów nie wystarczy na jej duszę. Duszę, która spasiona jest nadmiarami skrzywionego narcyzmu i egocentryzmu.. Czasami pragnie ludzi, wręcz ich żąda. Przyciąga swym urokiem. Chce ludzi tylko dla siebie, żąda by stali się pożywieniem dla jej wewnętrznych szczurów, które głodnieją. Nie lubi ludzi.
    Czy kiedykolwiek próbowała stać się lekka? Oprócz diety nudnej dobroduszności przydałby jej się również praktyczne zadbania. A wiadomo dieta + ćwiczenia równa się = niebo, smukłej, skromnej duszyczki. Dlatego czyściec byłby jej najwyższym niebem.


    2. Ciekawostki:
    - Do końca nie wiadomo jak zwalczyć chorobę Meryl. W ogóle do końca nie jest ona znana. Dziwna, zawiła łacińska nazwa i obrzydliwe kapsułki.
    - Volter wykrada eliksiry dodające jej sił, wykorzystuje je szczególnie silnie przed rozgrywkami Quidditcha, co oczywiście jest nielegalne.
    - Zrobiła sobie drobną przerwę na siódmym roku nauki już w wakacje wyjeżdżając do klasztoru w Bratysławie. To tam nabawiła się tej dziwnej choroby.
    - Nie rozstaje się ze starą, drewnianą fajką, którą się raczy pogarszając stan swego zdrowia.


    • Zainteresowania:
    • Ulubione:
      - Quidditch
      - Przeczesywanie starych gazety opisujących najsłynniejsze morderstwa

    • Inne:
      - Niegdyś magiczne stworzenia były jej konikiem.

    F. Przeszłość

    Miała szczęśliwe dzieciństwo, zapewne głównie dlatego, iż wychowywała się w praktyce sama. Już od najmłodszych lat zakradała się do garderoby matki przebierając się w jej futra i nieudolnie potykając się w pantoflach udawała wielką damę. Chciała być wielka, piękna i sławna jak większość manekinów w nowych sklepach. Po części udało jej się to. W końcu w Hogwarcie jako tako rozwinęła skrzydła zaplątana w to i owo. Romanse, intrygi, autodestrukcja. Lubiła to. Lubiła gdy uwaga kręciła się wokół jej blond główki. Choćby nawet mieli mieszać ją z błotem. Najważniejsze jest to, że mówią, szemrzą jak małe, wredne osy w dziurawym ulu. Uwielbiała ten klimat. Uwielbiała siebie, swe ciało i styl. Jednak w poprzednie wakacje zmuszona została do wyjazdu by odwiedzić dziadków, w Bratysławie. Gdy tylko przybyła okazało się, że dziadkowie nie żyją, a ona nie ma gdzie się podziać. Chciała w końcu poczekać na pogrzeb, zawędrowała więc do pierwszego lepszego klasztoru, gdzie przyjęto ją jak przyjmowani są wszyscy żebracy. W ciemnej celi osamotniona zachłannie jadła każdy kawałeczek chleba. Jednak nie wyjechała tuż po pogrzebie, doszła do wniosku, że nie odda majątku dziadków. Uważała, że babka była przebrzydła tarantulą oddająca trzy czwarte skarbca na cele charytatywne. Walczyła, wygrażała się, ale nic nie osiągnęła. Dwa miesiące gniła w starym, zimnym klasztorze, a wyjechała z miernymi, paroma setkami galeonów w ręku.
    Zaczęła coraz bardziej podupadać na zdrowiu toteż przymuszone przez matkę wyjechała do sanatorium. Które swą drogą okazało się gorsze od klasztornego przytułku. Po paru miesiącach, gdy dyrektor pensjonatu do reszty wydoił matkę Meryl z pieniędzy, wypisano dziewczynie pozytywną opinię. Toteż wróciła do Hogwartu, jeszcze słabsza. Niczym wrak tuła się po zamku resztkami złośliwości próbując zdobyć to co jej odebrano.


      Obecny czas to Pią Paź 20, 2017 10:49 pm