Abel Jeremiah Draskovic

    Share
    avatar
    Abel Draskovic
    Administrator

    Liczba postów : 537
    Płeć : Male

    Abel Jeremiah Draskovic

    Pisanie by Abel Draskovic on Wto Maj 10, 2011 1:14 am

    Abel Jeremiah Draskovic

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Abel Jeremiah
    2. Nazwisko: Draskovic
    3. Data urodzenia: 25 grudnia 1994
    4. Miejsce urodzenia: Galway, Irlandia
    5. Miejsce zamieszkania: Dom rodzinny to dla Abla dość spekulatywne określenie. Teoretycznie budynek pełniący tę funkcję znajduje się w Galway, mieście położonym na zachodnim wybrzeżu Irlandii. Fizycznie spełnia większość wymaganych norm budowlanych: ściany nie wyglądają, jakby cierpiały na łuszczycę, dach zaś bynajmniej nie jest pokryty strzechą. W formie odrażająco przeciętny, piętrowy, z wejściem do kuchni przysłoniętym zasłoną z koralików, która dybie na żywot Abla, co doprowadza go do szewskiej pasji. Zwykle niecnie wplątuje mu się we włosy bądź też elementy odzienia. Wszelkie próby walkirii ponosiły porażki, zaś pakty o nieagresji nie wchodziły w rachubę – zasłona była niepiśmienna. Na szczęśnie inne standardowe elementy wyposażenia domu nie są równie szydercze.
    Wewnątrz króluje cała paleta barw, a ściany czy podłogi tworzą krótkie epizody. Wypalona od węgielka wykładzina, na lewo od wejścia niedoczyszczona plama po domowej receptury winie, popisana długopisem tapeta za sofą, pęknięta boazeria, stłuczony klosz żyrandolu, zastąpiony zielonym brystolem złożonym w harmonijkę. Dużo tu ciężkich firanek, których funkcja polega na ograniczeniu dopływu promieni słonecznych i, zdaje się, powstrzymaniu cyrkulacji powietrza. Pomieszczenia zalatują stęchlizną, mieszającą się z wonią słodkich kadzidełek. Każdy element, choć na pozór odmienny, łączy się z innymi w spójną całość, formując wnętrze o orientalnej duszy. W pokojach stoją ręcznie wykonane meble. Ręcznie wykonane meble są ironiczne. Mogłoby się wydawać, że żaden centymetr kwadratowy nie ma tu prawa leżeć odłogiem: absolutnie każdy skrawek powierzchni jest zarezerwowany przez mniej lub bardziej istotne rzeczy.
    Więcej niż zbędnych przedmiotów użytku codziennego można znaleźć tu obcych ludzi, którzy przychodzą i wychodzą, przychodzą i wychodzą, migrując po wszystkich zakamarkach i zadomawiając się w zastraszająco ekspresowym tempie. Każdy dzień serwuje inny zestaw twarzy, zjeżdżających się tutaj z całej Irlandii. Magiczni, nie magiczni. Nieletni chcący oddać się zgubnej miłości. Nieuleczalnie chore kobiety. Porzuceni mężczyźni. Zagubieni w dżungli dzisiejszego świata odnajdują tu oazę spokoju. To taka przystań dla ludzi z problemami osobowościowymi. A Abel dzielnie ich osobowościowe problemy znosi.
    6. Czystość krwi: półkrwi

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: W ziemi ojczystej – znaczy na terenach dzisiejszej Serbii, w czasach, kiedy Bałkany jeszcze nie doświadczyły nazistowskiego palca ani też wojny domowej, Draskovicowie byli znamienitym rodem, który słynął na całym półwyspie ze sprzedaży i wyrobu amuletów czy talizmanów. Bardzo utalentowani przodkowie to powód do dumy, niestety w ich krwi zabrakło pierwiastka patriotyzmu, bo kiedy tylko w powietrzu zawisła groźba wojny, wzięli nogi za pas i wyemigrowali do Irlandii. Los okazał się jednak przewrotny, gdyż tam czyhało na nich większe zło. Wpadli z deszczu pod rynnę, serwując się jak na tacy Lordowi Vaderowi. Ale, jak mawiają, niósł wilk razy kilka, ponieśli i wilka. To zatrważająco smętna i nudna część historii drzewa rodzinnego, dlatego z impertynencją zostanie pominięta.
    Catriona O'Keeffe nie cieszyła się dobrą sławą wśród mieszkańców Galway. Fakt, iż najczęściej wesoło hasała na bosaka i podobno rozprowadzała LSD wzbudzał powszechną odrazę. W latach dziewięćdziesiątych już nikt nie nosił się na hippisa, dlatego opinia ogółu była nieugięta – swoją odmiennością nastolatka obrażała prostych zjadaczy chleba. Szczęście w nieszczęściu, że w dwudziestym wieku nie kultywowano już tradycji palenia czarownic na stosie. Ale Catriona czarownicą nie była – choć od zarania fascynowała się szamanizmem, tarotem, jogą, runami i wszystkim innym, co w najróżniejszych kulturach miało związek z magią.
    Jeremiah Draskovic zawsze uważał, że świat zbyt brutalnie obchodzi się z Catrioną (miał ją za osobę zgoła sympatyczną), dlatego też postanowił wyruszyć z misją opatrznościową. Wyprawa zakończyła się ogromnym sukcesem. Już kilka tygodni później jej zacna duszyczka zawitała w progach domostwa Draskoviców, radosnym głosem donosząc, iż jest brzemienna. Jeremiah, początkowo nieco skonfundowany zaistniałą sytuacją, dzielnie przyjął fakt o przyszłym potomstwie na swe barki. Młodzian pochodził z majętnej rodziny i w niecały miesiąc przyszli rodzice zamieszkali razem. Jerry zdawał się być absolutnie i nieodwołalnie zauroczony w Irlandce, a ta nie wyrażała sprzeciwu na wszelkie akty bliskości. Więzy między tą dwójką zacieśniły się, kiedy Draskovic wyznał swej wybrance, iż jest czarodziejem, nomen omen absolwentem szkoły magii. Catriona, zdaje się, nie oczekiwała od życia niczego więcej. A przynajmniej wtedy.
    Żyli sobie sielsko z dwójką dziatwy – starszą Zarą i młodszym Ablem, całe sześć lat. Magia w ich domu była czymś więcej niż tylko pustym, niezwykle ograniczonym wymachiwaniem różdżką (chcąc nie chcąc, posiadali tylko jeden egzemplarz). Ten, który tu przychodził, miał okazję doznać czegoś bardziej i więcej, jak wyższe stany świadomości. Ta słodka nieważkość, która kryła się w czterech ścianach pod osłoną frontalnych drzwi zaczęła przyciągać uwagę mieszkańców, którzy niespodziewanie odnaleźli w rodzinie Draskoviców opokę, zapominając o niechlubnej przeszłości Catriony. Wspólne medytacje leczyły rany lepiej niż najbardziej renomowany psycholog – zapewne dlatego, że Jeremiah potrafił ważyć najwyśmienitsze wino na świecie (Dionizos, gdyby żył, to by pił), a każdy gość mógł bezpretensjonalnie pozwolić sobie na penetrowanie domowej spiżarni. Wiedli życie otwarte, lekkie, pozbawione napędu na wyścig szczurów. Nikogo nie odtrącali. Spędzali długie wieczory na czytaniu pradawnych ksiąg, wdychając opary kadzidełek i szarpiąc struny orientalnych instrumentów. Słuchali historii stworzenia, poznania, równowagi. A właśnie, równowaga – tej im zabrakło.
    O rodzinie Draskoviców nie można było powiedzieć, że byli normalni. Rodzice żyli w wolnym związku, wychowując swe dzieci bezstresowo w bardzo szerokim zakresie tego pojęcia, idylla ta jednak miała swój kres, kiedy Jeremiah niespodziewanie postanowił, że zostanie pustelnikiem. Wyniósł się gdzieś w głąb Irlandii, zbudował sobie lepiankę w środku lasu i tam też osiadł. Zarówno Abel jak i Zara często go odwiedzali, a jako, że rodziciel nigdy nie odtrącał ich towarzystwa, zaakceptowali owo odstępstwo od codzienności. Catriona zaś z czasem stała się słynną szamanką, co ściągnęło do Galway rzesze potrzebujących i... ciekawskich. W domu rodzinnym Draskoviców nie było rzeczy, które nie byłyby chlebem powszednim.
    A właśnie, Zara. Starsza siostra odgrywa ważną rolę w jego egzystencji, nie tylko w powodu podzielania pasji do muzyki i skłonności do przydługich kontemplacji. Mimo że ich usposobienia wyraźnie ze sobą kontrastują, bez przeszkód odnajdują wspólny język. Są jak siły natury, ogień i powietrze. Z pozoru różne, nieporównywalne, pozbawione pierwiastka symbiotycznego, ale gdyby nie wiatr, płomień nie mógłby się rozprzestrzeniać...
    2. Pokrewieństwo: Zara Draskovic

    C. Szkoła

    1. Rok nauki: VII
    2. Dom: Ravenclaw
    3. Przedmioty: eliksiry, zielarstwo, opieka nad magicznymi stworzeniami, zaklęcia, starożytne runy, wróżbiarstwo

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 192 cm
    • Budowa ciała: żylasty
    • Kolor oczu: zielone
    • Kolor włosów: ciemne, sięgające do ramion, nieokrzesane
    • Cechy charakterystyczne: przerośnięte jedynki; odstające uszy; nieobecne spojrzenie; szyja przyozdobiona niepokojącą ilością wisiorów, kłów, czy koralików; wzorzyste, kolorowe szaty, nierzadko brak obuwia; woń kadzidełek

    2. Opis szczegółowy: Jakież to męczące ciągle być sobą! Wręcz niedopuszczalne!
    Idzie Jezus – szepczesz przekornie na jego widok. Z każdym krokiem Abla powiewają wzorzyste fałdy materiału, bynajmniej niebędące szkolną szatą. W konszachty z nimi wchodzą podejrzanego pochodzenia kły, kości, kolorowe paciorki i drewniane koraliki. Do bardziej oddanego wizerunku brakuje mu tylko bujnej brody. Bawi Cię to.
    Abel wygląda jak syn pasterza. Albo jakby uciekł z łąki. Porusza się niczym konik polny, skocznie przemieszczający się z kwiatka na kwiatek. Jego długie kończyny wykonują bardzo precyzyjne ruchy, mimo iż po pobieżnej ocenie wygląda raczej na flegmatyka. Wszystko przez oczy. Te, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim, często bywają zapuchnięte i niezdrowo przekrwione, owiane etanolową mgiełką, dlatego ciężko zdefiniować rzeczywistą barwę tęczówek. Najprawdopodobniej są one barwy mętno-zielonej. Zielony pasuje do osobowości Draskovica. Ale w gruncie rzeczy Cię to nie interesuje.
    Istotny punkt, ciężko jednak powiedzieć, iż najbardziej charakterystyczny (bo nie da się spośród chodzącego chaosu, jakim niewątpliwie jest Abel, wyłonić detali) w jego prezencji stanowi bujna, ciemna czupryna, rozrastająca się na cztery strony świata. Nieustannie targane przez wiatr, nieokrzesane loki żyją własnym życiem i wykazują się ignorancją wobec cennego czasu Draskovica, wplątując się we wszystko. Jest nienaturalnie wysoki, pewnie przewyższa Cię o głowę, chodzi przygarbiony, ze spojrzeniem wbitym w stopy, jakby bał się potknąć o własne nogi. Rysy twarzy ma raczej przeciętne, powiedziałbyś, że przypomina wyrośnięte dziecko, choć wszystko jest względne. Możesz patrzeć z kimś na twarz, która Twoim zdaniem ma branie, podczas gdy sąsiad zobaczy coś, co się trafia tylko w sklepie wędkarskim w dziale żywej przynęty.
    Niewielki, okrągły nos współgra z pełnymi ustami, które rzadko pozostają zamknięte, bynajmniej nie z powodu gadulstwa. Pierwsze, co rzuca Ci się w oczy to wyraźnie przerośnięte jedynki. Masz wrażenie, że ten cień człowieka wygląda tak, jakby właśnie z fascynacją obserwował wile tańczące w swoim diabelskim kręgu. Jest nieobecny, czasami wygląda jak spetryfikowany, ale jeśli żyjesz w przekonaniu, że cię nie słucha, popełniasz błąd. Jakkolwiek nie należy do najlepszych odbiorców, nie można mu zarzucić tępoty, on tylko tak dziwnie wygląda. Ma nieco odstające uszy i zdaje się, że odnajduje radość w eksponowaniu owego defektu urody, ochoczo zakładając opaski bądź koraliki na głowę. Buzię ma okrągłą i niezbyt zdrową, wiek młodzieńczy brutalnie daje mu się we znaki. Nie wszyscy są idealni. Poza Tobą.
    Kiedy mówi dużo gestykuluje, a głos – wbrew mylącej aparycji – ma energiczny i wyrazisty. Wykonuje zamaszyste ruchy dłońmi, stosunkowo dużymi i smukłymi, o kościstych palcach. Sylwetkę Abla całkiem słusznie określa epitet żylasty. Policzenie jego kości nie sprawi Ci szczególnego problemu, przeciwnie – wyda się być zajmującą zabawą. Tu i ówdzie rozsiane są blizny, opowiadające mniej lub bardziej absorbujące historie, czyniące Abla obieżyświatem. Nie wstydzi się pokazywać swojego ciała, nie przejawia jednak chorobliwych skłonności do paradowaniu w stroju Adama. Cera Abla przybiera podejrzaną barwę. Jest ciemna, ale jej odcień wygląda na niezdrowy, jak gdyby od tygodni nie miała styczności z wodą i środkami dezynfekującymi. Łatwo zweryfikować jego obecność, pozostawia za sobą słodką woń kadzidełek. Widok Abla skłania do refleksji. Jest w nim coś psychodelicznego, jakby pod niepozorną, dziecięcą powłoką skrywał się seryjny morderca, albo inny czort. Choć jego widok wywołuje raczej uśmiech na twarzy, zawsze pozostaje cień strachu, niepewności. Jakby stał przed Tobą zgrabnie zakamuflowany obłąkaniec.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru: - To się nazywa obłęd.
    - Wszystko się jakoś nazywa, wybierz sobie.

    Niezbadany chaos, siewca wiatru, ochoczo zbierający burzę. Człowiek skurwiel. Bez początku i końca, rozległy środek, życiodajna energia i pustka zarazem. Spoglądając na wyczyny Abla dochodzisz do (błędnego, rzecz jasna) wniosku, iż jest tworem pozbawionym charakteru. Zdaje się być workiem, bezdennym śmietnikiem, do którego ktoś wrzucił niepotrzebne nikomu cechy, niełączące się ze sobą w żaden logiczny sposób. Jest jak śnieg w środku lata, wyczekiwany Armagedon, bogaty pustostan. Oksymoron. Ale tylko żyjąc absurdalnie można wyłamać się z bezgranicznego absurdu.
    Skromność nie jest jego specjalnością. Dość krnąbrny i wystarczająco bezczelny, by odpychać i intrygować jednocześnie. Przemyka gdzieś między filarami, ledwie dojrzysz zarys jego kolorowej płachty na krużgankach, a on już zdąży cię w myślach tysiąckrotnie przekląć, rozpływając się w powietrzu. Nie posiada usilnej potrzeby mówienia, ale nie jest milczącym, niewzruszonym głazem, który tkwi w miejscu bez większego celu. Kiedy już otwiera usta możesz spodziewać się gradu kwiecistych strzał, nieukierunkowanych, wyraźnie pozbawionych solidnego dowództwa. Abel igra ze światem dla przyjemności, używa słów w znaczeniu ironicznym i radośnie tańczy ze śmiercią. Choć to nielogiczne – nie należy jednak zapominać, że na świecie jest wiele rzeczy, które się filozofom nie śniły – wzbudza sympatię. Odbierzesz go jako wykreowanego, wolnego ducha, nie związanego szczególnie z padołem ziemskim, beztroskiego i obojętnego. Jego sympatie są wynikiem kaprysu. Dziś może Cię kochać, jutro znienawidzi. Dla zabawy.
    Nie posiada potrzeby manipulacji drugim człowiekiem, ale wychodzi z założenia, że tylko idioci mówią prawdę. Całkiem słusznie uważa się za inteligenta, dlatego z premedytacją posługuje się wysublimowanymi kłamstwami. Zawsze trzyma asa w rękawie. Na co dzień woli jednak biec do przodu, bez głębszego celu, jak pies bezmyślnie goniący samochody. Uśmiecha się, kiedy pada deszcz i marudzi podczas upałów. Rzuca się w wir przygód, czerpiąc dziecinną radość z tego, że targają nim nieznane wody, wypluwając na dzikie, niezbadane brzegi.
    Jest w stanie permanentnej erekcji intelektualnej. Wszystko, czego się podejmuje, posiada specyficzną głębię, kipi pierwotną magią, którą Abel jest przesiąknięty. Zna pradawne mowy, wymarłe języki, często wykorzystując je z perfidią, doprowadzając młode damy do szczytu rozkoszy duchowej. Nierzadko znika na długie godziny, oddając się samotnym kontemplacją w ciszy, kumulując energię i rozciągając własną świadomość. Dąży do źródła poznania bytu, staje się czystym duchem, uwalniając od doczesności. Wyraża siebie poprzez medytacje, nieskrępowane malarstwo (polegające głównie na rozlewaniu różnokolorowych farb, bez potrzeby budowania określonych kształtów) oraz szeroko pojętą muzykę, której człowiek z gatunku homo sapiens sapiens z natury nie rozumie przez ograniczenia płynące z umysłu. Chełpi się grą na didgeridoo, nieobce mu są także lutnia, dundun czy cytra, choć tych pozostałych nie darzy równie wielkim zamiłowaniem. Dźwięki, jakie wydobywa ze swoich instrumentów są lekarstwem dla błądzących dusz, niosą osobliwe ukojenie. Ochoczo oddaje się również obrządkom mistyki płci, hedonistyczne wręcz doznania uważając za stany wyższe. Nikczemna miłość, której może dopuścić się dwójka (choć ilość to raczej kwestia indywidualnych preferencji) ludzi to dla Abla coś więcej niż chwilowa rozkosz, zaspokojenie najpierwotniejszej potrzeby, uczta dla ciała. To misterium, zwykle ciągnące się godzinami, pozwalające na nieskończenie bogate przeżycie. Erotyzm bez miłości to puste doświadczenie, ale w morzu pustych doświadczeń zdecydowanie jedno z najlepszych. Ponadto skutecznie rozładowuje napięcie.
    Poza muzyką, zapomnianymi językami, aktami bliskości oraz medytacją, lubi ważyć eliksiry. Pasjonują go bardziej niż zaklęcia, które uważa za ograniczenie dla magii. Nic tak nie relaksuje jak piesza wycieczka w teren, owocna w unikatowe, zielne zbiory. Abel z zamkniętymi oczyma rozpoznaje ich zapachy. Mistrzowsko opanował kunszt tworzenia fantazyjnych olejków (i nie tylko - ale pędzenie bimbru i innych alkoholowych specjałów to słodka tajemnica). Doskonale wie, jakie połączenie poprawi Twoje samopoczucie, wywoła dreszcze lub przyniesie ukojenie. To jego specjalistyczna nisza. Poza tym wykazuje się znajomością zapomnianej sztuki wytwarzania amuletów, choć w tej dziedzinie niewątpliwie znalazłoby się wielu znacznie lepszych od niego.
    Nie jest mistrzem ciętej riposty, amantem doskonałym, fircykiem w zalotach, aktorem życia, błyszczącym posągiem, kagankiem oświaty, nieustraszonym herosem, nie dostaje czterdziestu czterech śpiewających walentynek, nie posiada nadprzyrodzonych sił, wyjątkowych zdolności, zniewalającej urody, miękkiego głosu, słuchu absolutnego (aczkolwiek pewnie by chciał) czy sześciu palców. Przejawia słabość do kawy, żyjąc w przekonaniu, że w dzieciństwie zła wiedźma rzuciła na niego urok straszliwego głodu kofeinowego. Jego uwagę przykuwają wyrazy na literę Ł. Łopian. Łach. Łono. Łoić. Łyżka. Łan. Posiadają w sobie coś intrygującego Jak kohezja, abderyta, subwersywność, hurysa, gehenna. Jest nieprawdopodobnie wrażliwy na dźwięki, melodię odnajduje nawet w słowach, w brzmieniu których potrafi się zatracić. Czasami rzuca w postronnych, w Ciebie, ekstrawaganckimi wyrazami, tylko po to, by tańczyć do ich muzyki.
    Wykazuje się błyskotliwością, ale kieruje nim lenistwo. Jest jak kot, którego orbita ogranicza się do wędrówki między krzesłem, podłogą, sienią, a wazonem pełnym kwiatów, który należy stłuc. Potrafi długo spać, co wzbudza oburzenie wśród lokatorów. Kiedy już odda się w objęcia Morfeusza potrzeba najprzebieglejszego czorta, by go stamtąd wyrwać. Jeśli jednak ma kaprys, pragnie czegoś wyjątkowo mocno, posiada wystarczająco samozaparcia, by dojść do celu. Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze niezbyt elastycznie posługiwał się własnym językiem czy kończynami, przypadkiem wylądował na Nokturnie, gdzie spotkał posępnego czarodzieja, któremu towarzyszył oswojony kruk. Zachwycony niezwykłą więzią między człowiekiem a naturą rozbudził w sobie fantazję, która od tamtego dnia spędzała mu sen z powiek. Minęło wiele lat, nim wreszcie spełnił swoje marzenie. Jego nieodłączną towarzyszką stała się samica orła cesarskiego, która – z racji umiłowania dla bytów – otrzymała imię Demeter.
    Draskovic bywa furiacki, nieposkromiony. W napadzie szału rzuca tym, co aktualnie znajduje się w zasięgu dłoni. Krzyczy, kopie. Nie potrafi kumulować w sobie emocji. Choć się tego nie spodziewasz (zdaje się, że Abel przeszedł gruntowny kurs kamuflażu), zwykle angażuje się całym sobą we wszystko, czego się podejmie. Lubi wygrywać, jak każdy, nie jest jednak każdym. Zdecydowanie bardziej woli określenie nikt, bo nikt nie chce być nikim. Abel chce wszystkiego, co przeciętny człowiek odrzuca. W jego obecności warto zachować ostrożność, nie rozpraszać go swoimi głupimi uwagami. Krążą legendy, że tak ekstrawaganckie zachowania mogą skutkować nabawieniem się czyraków. W szarości dnia codziennego potrafi dostrzec detale, które stają się dla niego wielkimi inspiracjami. Posiada bogatą wyobraźnię, jeden bodziec efektywnie uruchamia wszystkie trybiki, wprawiając je w najwyższe obroty i tworząc obrazy możliwe do zobaczenia tylko oczyma duszy. Czerpie garściami z tego, co serwuje mu powszechność.
    Może poszczycić się abstrakcyjnym poczuciem humoru. Nie zna umiaru, co często odbierane jest jako policzek w stronę społeczeństwa – nic bardziej mylnego. Abel nie czerpie radości z Twoich przywar, wysysanie soków życia nie stanowi dla niego rozrywki. W sytuacjach zgoła kryzysowych zachowuje zimną krew i choć nie możesz liczyć u niego na wsparcie czy dobrą radę, całkiem skutecznie rozładuje napięcie swoimi zgoła kuriozalnymi uwagami. Woli otaczać się ludźmi emanującymi pozytywną energią i choć bywa egocentrykiem, mimowolnie przekazuje swoje jowialne cząsteczki osobom trzecim, jakby rozsiewał bakcyla sielskości. Niezwykle ceni sobie leniwe poranki, zwłaszcza po długich, hulaszczych nocach. Wychodzi z założenia, że dobrzy ludzie śpią lepiej od złych, ale ci drudzy bawią się znacznie lepiej, kiedy nie śpią. Lubi, kiedy jest ciepło i nie narzekałby, gdyby lato trwało cały rok. Pragnie permanentnie pozostawać dzieckiem. Dojrzałość - jeżeli coś takiego istnieje - w ostatecznym sensie jest hipokryzją.
    Jeśli dostąpisz zaszczytu zaskarbienia sobie jego przyjaźni możesz spodziewać się głębokich doznań, dużej ilości groteski, wyczerpujących konwersacji na wszelakiej maści tematy, muzykowania do późnej nocy przy jarzącym się ognisku, popołudniowego leżakowania w cieniu drzew, gruntownego zapoznania się z terminem dionizja czy dawki sztuki niefiguratywnej zdecydowanie wykraczającej poza przyjęte normy. Choć nie jest stworzony do niesienia pomocy potrzebującym zwykle czuje się niezręcznie, nie potrafiąc zaradzić cudzym problemom. Jego własne zalegają na stercie ze starymi brukowcami, brudną bielizną i zapleśniałymi kanapkami od mamy. Jeśli tylko dostrzega ciemny punkt porzuca jego źródło. To nie akt tchórzostwa, raczej kunszt przebiegłości. Wprawia się przed wielkim maratonem, zbiera doświadczenie – a nuż uda mu się oszukać śmierć. Jego mottem życiowym mogłoby być hasło jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest uleganie jej. Abel nie zna umiaru, pozwala, by szczęście wypełniało go po brzegi, przelewając się.
    Jedyną rzeczą niezmienną w człowieku jest jego chęć zmieniania. Pojęcie stałości napawa Draskovica przerażeniem. Ceni ludzi posiadających dar przeistaczania się, dlatego ochoczo rozdaje drugie, trzecie i dziesiąte szansy. Bywa przy tym dziecinnie naiwny i zdaje się tego nie zauważać. Pewnie dlatego, że bardziej żyje w świecie, który dla większości pozostaje nieosiągalny. Rzeczywistość traktuje go brutalnie, ale on nie pozostaje dłużny.

    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: ziołolecznictwo, warzenie eliksirów, produkcja alkoholu, szamanizm, muzyka, zapachy, rytuały magiczne, mitologia, pradawne języki
    • Ulubione: przebywanie na łonie natury, przeżywanie ekstazy
    • Inne: żartobliwie nazywany Jezusem; ludziom wmawia, że Kain to jego brat; lubi paradować w stroju Adama; potrafi grać na didgeridoo, cytrze, lutni oraz dundun

    F. Przeszłość

    Bywają życia, jak artykuły literackie w periodykach i czasopismach, wspaniałe na pierwszej stronicy, lecz z ogonami ciągnącymi się wstydliwie gdzieś na stronach trzydziestych, wśród ogłoszeń i reklam pasty do zębów.
    Draskovic nigdy nie czytywał periodyków i nie uważał swojej egzystencji za nieskazitelną. Istnieje na niej wiele plam, żywi jednak wielki sentyment do szczegółów, nawet tych składających się z brudu, by próbować je zakamuflować. Został wychowany w przekonaniu, że świat to zbudowana z energii przestrzeń, poddająca się człowiekowi tylko wówczas, gdy dotrze do jej sedna i nie należy zbytnio w nią ingerować. Dorastając w rodzinie, która parała się szamanizmem, a nawet tak skrajnymi aktami pojednania z naturą jak pustelnictwo, trudno byłoby, aby posiadał lekceważący stosunek do otaczającej go przestrzeni. Dostrzega więcej niż przeciętny człowiek, jest bardziej wolny.
    Przywykł do długich wieczorów, kiedy jeszcze za czasów dzieciństwa siadał wraz z mamą i siostrą przy ognisku, w gronie ludzi obcych, pogrywając na cytrze początkowo chaotycznie, a z ubiegiem lat coraz bardziej wyraziste melodie. Nic jednak nie poruszało jego duszy równie mocno, jak dźwięki didgeridoo, zwłaszcza, gdy akompaniowały mu śpiewy mężów w pradawnych, zapomnianych mowach. Choć Abel wyrósł z tej samej ziemi co ty, jego świat jest odmienny, czystszy. Kosztował aktów pojednania ciał, smakował zakazanych ziół, spędzał godziny na wspólnych medytacjach, bosymi stopami gładził zroszoną trawę, każdemu zdarzeniu przypisując smak, dźwięk i zapach. Wszystko po to, by poczuć w sobie magię. Ale magiczne były nie tylko rytuały, ale i ludzie, którzy go otaczali. To dzięki nim nauczył się lepiej rozumieć świat, nabył otwartości, wyzbywając się strachu. Draskovic jest prawdziwie i do końca niezależnym bytem.

      Similar topics

      -

      Obecny czas to Sob Paź 21, 2017 1:29 pm