Julian Vincent Marchand

    Share
    avatar
    Jules Marchand

    Liczba postów : 191
    Płeć : Male

    Julian Vincent Marchand

    Pisanie by Jules Marchand on Pon Lut 13, 2012 4:23 pm

    Julian Vincent Marchand

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Julian Vincent
    2. Nazwisko: Marchand
    3. Data urodzenia: 19 marca 1992
    4. Miejsce urodzenia: Aberdeen
    5. Miejsce zamieszkania: To miasto, nudne jak marcowy deszcz, nigdy nie lubiłeś spacerów w górę centrum, męczyły cię te wędrówki pod wiatr, w deszczu, który zaciekle bryzgał twarz. Ludzie wytykali siebie palcami i wołali po imionach, wyglądali przed brudne okna zaplutych domostw, unosząc absurdalnie wykrochmalone firanki. Od drewnianych, białych sztachet w płotach farba odstawała grubymi płatami, a żywopłoty dziczały z upływem lat. Złowieszcze sylwetki wzgórz tworzyły ponurą barykadę, chcąc zatrzymać wszystkie promienie słoneczne tylko dla siebie. Nocą wycie psów nie pozwalało zmrużyć oka, a może to nie psy w Aberdeen wyły?
    Nie wrócisz tam.
    Teraz otwierasz inne drzwi, wchodzisz do innego pokoju, wdychasz inne powietrze. Możesz pozwalać wstać słońcu wcześniej od siebie, wypalić w łóżku papierosa. Hogsmeade przyniosło ci wolność.
    6. Czystość krwi: matka-czarownica o nieznanym statusie krwi

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: Co to za ludzie, w żyłach których płynie ta sama krew? Te obrzydliwe, gadające głowy zmuszają cię do tego, byś ich słuchał, byś spoglądał w ich zakłamane oczy; powtarzają jak mantrę, że wszystko, co czynią, czynią w imię twojego dobra – nie wiesz, nie rozumiesz, bo masz lat naście i świat wcale nie leży ci u stóp. Kopiesz i gryziesz, nocami snując plany, że kiedyś przypadkiem zapomnisz dokręcić gaz, ojciec zaparzy poranną kawę i ze świeżą gazetą zasiądzie przy stoliku w kuchni. Zapali papierosa, po raz ostatni w swoim życiu.
    Ojciec, którego tak nienawidzisz. Chory perfekcjonista, podły lalkarz, który spogląda na ciebie z pogardą, bo znowu masz na sobie dziurawe spodnie. Teraz urosłeś w siłę, ale pamiętasz, co było dawniej? W garażu wisiał biały kabel, który śnił ci się po nocach, który nie pozwalał zasnąć, bo jego silny splot wżynał ci się w plecy silniej niż nóż kuchenny, tworząc linearne wzory, wyszukane dzieło sztuki rąk ludzkich.
    Ukradłeś ze sklepu lody czekoladowe dla brata. Pamiętasz jeszcze?
    Isaac. Jak długo żyłeś w błędzie o jego nieporadności, jak długo uważałeś młodsze ogniwo za kalekę, która nie potrafi przeciwstawić się ojcu i tańczy tak, jak on zagra? Głupcze, skoczyłbyś za nim w ogień, podczas gdy on okazał się od ciebie znacznie przebieglejszy, opracowując zawiły system funkcjonowania w tym parszywym świecie. Wybrał łatwiejszą ścieżkę, ale ty nie potrafiłeś się poddać, ty nigdy nie odpuszczasz… i wciągnąłeś go w życie, które, kto wie, może napawa go większym przerażeniem, niż patriarchalny reżim?
    Nadal nie wiesz, gdzie jest twoja matka. Przecież tak bardzo chciałbyś poznać prawdę.
    2. Pokrewieństwo: -

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Hogwart, Slytherin
    2. Referencje zawodowe: Posiadasz tak piękny umysł, dlaczego nie chcesz podzielić się nim z innymi? Mógłbyś zmienić bieg rzeki, gdybyś tylko zapragnął.
    3. Wykonywany zawód: barman w Gospodzie pod świńskim łbem (130 g)

    C1. Studia

    1. Wyniki owutemów:

    • zaklęcia - P
    • obrona przed czarną magią - Z
    • astronomia - P
    • historia magii - P
    • numerologia - Z
    • starożytne runy - N
    • wróżbiarstwo – Z

    2. Kierunek studiów: Mistycyzm
    3. Rok studiów: I

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 190 cm
    • Budowa ciała: przeciętna – pozbawiona zarówno masy mięśniowej jak i tłuszczowej wyściółki; zgarbiona sylwetka
    • Kolor oczu: brązowe
    • Kolor włosów: ciemne, wystrzyżone po bokach
    • Cechy charakterystyczne: ciało pokryte tatuażami, uszy przebite tunelami; notorycznie zasłania oczy ciemnymi okularami w okrągłych oprawkach - za łagodną, szklaną palisadą czai się wzrok szaleńca

    2. Opis szczegółowy: Spójrz w lustro, a powiem ci, kim jesteś. Na twojej twarzy nie widać już prawie widma tamtych lat, kiedy przyszło ci nosić sińce i zadrapania; nauczyły cię kłamać, że biegasz do zakazanego lasu, że wygłupiasz się z bratem. Tamto odbicie zdążyło już srogo porosnąć kurzem, dzisiaj twoje oblicze jest już inne. Oczy jednak nadal masz podkrążone, bo nie śpisz, wierząc, że sen zabiera ci zbyt wiele cennych chwil życia, których panicznie boisz się utracić. Znowu kłamiesz. Czujesz to, przyznaj – czujesz strach. Że kiedy zamkniesz oczy, poczujesz ból przeszywający całe plecy. Nie myślisz o tym, wszystko puszczasz w niepamięć niczym dym papierosowy, ale jesteś napiętnowany. Zakleszczone wspomnienia wstrzyknęły swojego nieuleczalnego wirusa w twoją głowę.
    Trudno spoglądać w te oczy, trudno wytrzymać ich przenikliwość, która przeszywa ciało ludzkie i potrafi dostrzec najgłębiej skrywaną prawdę. Nigdy nie słuchają twojego głosu, nikt nie dba o jego przyjemną barwę, bo każdy umiera, kiedy tylko unosisz powieki, niczym stalową kurtynę, za palisadą której kryją się najmroczniejsze trwogi ludzkich dusz. Tym lepiej dla ludzi, że wzrok swój zazwyczaj skupiasz na własnych nogach. Ciężko zapamiętać twoją twarz, pewnie wolałbyś być niewidzialny. Siedzisz w zadymionych pubach do bladego świtu, twoją porą nigdy nie był dzień.
    Noc. Patrząc na ciebie widzę noc, nieprzeniknioną i zdradliwą, niedopowiedzianą. W swojej twarzy jak w mroku ukrywasz wszystkie ekscytacje i porażki, choć tak naprawdę śmiejesz się często i szczerze. Pozory mylą, a tobie tak łatwo przychodzi ich stwarzanie. Ciało chowasz pod maską tatuaży i kaleczysz, przekłuwając swoją skórę. Jak masz na imię, skąd przybywasz?
    Twoje plecy to kolarz z kropek i kresek, dziesiątki czarnych punktów rozproszonych według ukrytego klucza proszą się o rozwiązanie swojej zagadki. Skóra twoich dłoni ma nieprzyjemnie chropowatą fakturę. Zdobią ją pamiątki twej krnąbrnej natury i choć nie masz nad nimi władzy, one lepiej zdają się wiedzieć niż ty, jak zadawać ból. Bliższa jednak rozkosz im się wydaje, wolą pływać po nieznanych wodach, miast w morzu krwi się nurzać. Poruszasz się jak zbity pies, niedbale, bez finezji.
    Wszystko, co twoje, jest przeciętne; powtarzalne schematy w poszczególnych partycjach sylwetki czy ubioru nie czynią cię w żaden sposób wyjątkowym. Lubujesz się w ucieczkach, dlaczego nie uciekasz od szarości? Twoim kolorem mógłby być przecież czarny. Stoisz oparty o zimną ścianę, krew ścieka ci po brodzie, zostawiając metaliczny posmak na ustach. Zapalasz papierosa, on zawsze przynosi ulgę.
    Będziesz miał szlaban; pomyślą, ze to lubisz.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru: Mówisz prawdę, kiedy kłamiesz, choć nawet o tym nie wiesz. Nie wiesz niczego przecież, ale urodziłeś się po to, by zostać geniuszem; nie – ty urodziłeś się geniuszem. Trybiki w twoim umyśle nieustannie pracują na najwyższych obrotach. Ta rzadka umiejętność to błogosławieństwo i przekleństwo zarazem. Widzisz więcej, słyszysz wyraźniej, pamiętasz lepiej. Jesteś lepszą rasą niż oni, niż wszyscy. Ale ciebie nigdy nie interesowali wszyscy.
    Ludzie zwykle wiedzą, czego chcą, ale nie potrafią tego osiągnąć. Z tobą jest na wspak. Możesz wszystko, bo nie znasz strachu, już nie. Nie posiadasz, bo to cię zatrzymuje – a ty chcesz uciekać przecież, bo boisz się, że dopadnie cię proces powolnego rozkładu. Jesteś dezerterem życia, przegranym i tryumfującym. W tym szaleńczym pędzie nic ci nie grozi, ale kiedyś obejrzysz się za siebie, a pod nieobecność twych oczu na drodze wyrosną śmiertelne przeszkody, zamienisz się w pył. Masz siłę, żeby walczyć, dlaczego z dziecięcym uporem obierasz linię najmniejszego oporu?
    Pociągasz za sznurki i znikasz, napełniając równomiernie kielichy dobra i zła. Po której stronie stoisz? Nie masz pewności chyba, chyba nie lubisz dokonywać wyborów. Chcesz ulegać chwilowym kaprysom, chcesz być wolnym i wyzwolonym, bo boli cię, kiedy musisz słuchać, zmysły masz wyostrzone. Twoja władcza natura przyciąga ludzi jak magnes i jak magnes ich odpycha. Bezczelnie w nich przebierasz, kierując się losowymi pobudkami, chwilą w zasadzie. Dyktujesz subtelnie, czasem mimowolnie wydając rozkazy. Robisz to, na co tylko masz ochotę. Ziębisz i grzejesz, wskrzeszasz i zabijasz – słowem i czynem, gestem i spojrzeniem, wabisz i kusisz, bo znasz każdy ludzki mózg, poza własnym.
    Z dnia na dzień pełnisz rolę pragmatycznego obserwatora, który układa poszczególne klocki w spójną całość, nie dzieląc się jednak swoją wiedzą z innymi, mniej uważnymi gapiami. Nigdy nie brałeś czynnie udziału w teatrum mundi, nie pretendowałeś nawet do roli suflera. Jesteś jedyną publiką na widowni i zawzięcie bronisz swojego unikatowego miejsca. Czym jest dla ciebie świat? Zbiorem ludzkich pragnień?
    Tracisz kontrolę. Ty nie potrafisz nad sobą panować, choć jesteś panem wszystkich – ale nie samego siebie. Z twoich ust padają najstraszliwsze przekleństwa. Gryziesz, drapiesz i kopiesz, krew zdaje się porastać twoje dłonie, tak często na nich gości. Podobnych tobie umieszczają w oddziałach zamkniętych, dlaczego wciąż masz tak wiele swobody? Strach jest twoim narzędziem. Używasz go z nadludzką precyzją, kłamiesz jak z nut i wlewasz już wszystko do tego kotła, mieszając mózgi, mącąc w głowach. Tobie się nie ufa, przecież nawet ty nie możesz sobie zaufać. Ile jest chwil, których nie pamiętasz, a które naprawdę miały miejsce w rzeczywistości? Czy ty wiesz w ogóle, kiedy jest prawda, a kiedy tylko wyobraźnia płata ci mało udany żart? Nie znasz proporcji, zatracasz się i dajesz wchłonąć przez nicość.
    W twoich żyłach krew miesza się z szaleństwem, nie możesz przestać niszczyć samego siebie, bo umrzeć chciałbyś równie mocno jak żyć, więc stąpasz po krawędzi, biernie czekając, aż któraś przeciągnie cię na swoją stronę. I tak tańczysz w ciemnościach, to wszystko bez znaczenia. Marność nad marnością piętrzy się, pogrążając cię w swej bezkresnej toni i nie ma już nadziei na jutro. Snujesz się ulicami brudnych miast, powłóczyście szurając ciężkimi butami. Drzemią w tobie dwie sprzeczne osoby: jedna silnie krytyczna, waleczna, bystra i wolna, druga obłąkana, agresywna i siejąca destrukcję. Jesteś włóczykijem trwający w wiecznym amoku. Gnijesz w błędnym kole, ale sukcesywnie odtrącasz wszystkie pomocne dłonie, choć tych nie pojawia się zbyt wiele. Nie pozwalasz na to, by ktokolwiek miał nad tobą władzę, skoro nawet samemu sobie nie możesz być panem…
    Praktykujesz sarkazm i ironię, bo rzeczywistość spluwa na twoją twarz każdego dnia, poniżając i kpiąc z twojej marnej egzystencji. A ty przecież żyjesz dla własnej przyjemności, bo co innego pozostało dzisiaj? Wielkie myśli leżą w zimnym grobie kilka stóp pod warstwą miękkiego gruntu, w zbiorowej mogile razem z nadzieją, miłością czy zaufaniem. Nierozważnie śmiejesz się ludziom w twarz, za najlepszą rozrywkę obrałeś sobie wyprowadzanie ich w pole. Nie zastanawiałeś się może, czy nie jesteś jedną z dziesięciu plag egipskich? Mógłbyś być zarazą, bo tak jak ona skażasz wszystko na swojej drodze, odbierasz chwile radości i doprowadzasz swe ofiary do powolnej śmierci. Ale przecież masz też inną twarz, lepszą znacznie i łagodną, którą ukrywasz przed światem, bo boisz się, że znowu zostanie okaleczona.
    Wlewasz w siebie hektolitry alkoholu i wypalasz nieekonomiczną liczbę papierosów, rozmawiając o dziełach Kartezjusza, Da Vinciego, Le Corbusiera, o spuściźnie Kanta czy Kierkegaarda. Pieprzony filozofik z ciebie, zawsze musisz mieć rację. Czujesz się dobrze móc beztrosko leżeć na Polach Elizejskich, bo w twojej naturze leżą dalekie podróże, hulaszcze koncerty do rana i noce, którym sen z powiek spędzają odkrywcze doświadczenia. Popadasz w hedonizm, bo w niczym nie znasz umiaru, nie starczają ci błahe rozmowy. Wykonujesz nonszalanckie gesty, bo kochasz kobiece kształty, kochasz doprowadzać je do białej gorączki i słuchać, kiedy proszą o więcej. Za tobą się podąża, choć upadłeś dawno temu. Masz upór nadludzki i kochasz pławić się w zwycięstwie. Dość ci smaku goryczy, dlatego łakniesz słodkości, niczym wygłodniałe zwierzę wychodzisz na żer i szukasz ofiar.
    Nie dbasz o to, co mówią o tobie i czy mówią w ogóle, zbyt silnie zakorzenił się w tobie egoizm. Znasz swoją wartość, ale trzymasz ją w sekrecie, w obawie, że ktoś próbowałby ją wykorzystać. Nikt nie wie, jak ogromną ilość wiedzy potrafisz wchłonąć, jak szybko zapamiętujesz setki tysięcy danych, z jaką łatwością przychodzi ci stwarzanie ze strzępków informacji łańcuchowych. Nikt nie wie, że wiesz, bo zakładasz maskę obłąkańca, choć może wcale nie musisz, bo taka właśnie jest twoja prawdziwa natura. Nikt nie wie też, jak mocno potrafisz kochać. Siedzisz w ukryciu, sterując życiem tych, na których ci zależy, przyjmując na siebie wszystkie zła, wierząc, że i tak jesteś skazany na noszenie własnych plam. To cię kiedyś zabije, zobaczysz.

    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: sny, iluzje, legilimencja i oklumencja, igranie z ogniem, głośna muzyka, deskorolka
    • Ulubione: zimowe noce i mgliste poranki, stan lekkości ducha, zadymione puby, mugolskie filmy takie jak Pi, Coffee and Cigarettes, Mulholland Drive, Un Chien Andalou, Blade Runner, Pulp Fiction
    • Inne: geniusz cierpiący na bezsenność, mistrz ucieczek, właściciel motocyklu, rozpoczynający dzień od kawy i papierosa; ma kotkę syjamską – Mie Wallace

    F. Przeszłość

    Mniej i bardziej niechciane wspomnienia, niedbale zapisane strzępki papieru, które nie dają się ułożyć w jedną, spójną historię. A może po prostu nie chcesz już pamiętać? Zamknij oczy – tylko ten jeden raz – i udaj się w podróż do przeszłości.
    Budziłeś się w zimnych ścianach, mając w obowiązku poddanie się surowym restrykcjom. Ojciec wyzywał cię od szarlatanów, podobnie jak twojego brata i matkę, której obraz oczerniał w każdym swoim słowie, ale ty zawsze wolałeś wierzyć, że to przypadek, że nie ma jej z tobą. Jej twarz zawsze była uśmiechnięta, zawsze ciepła i miękka w dotyku – dlaczego zniknęła tak nagle? Byłeś zbyt młody, by pamiętać, jeszcze młodszy, by zrozumieć.
    Przyszło więc stać ci się narzędziem w rękach niespełnionego perfekcjonisty, który marzył o dzieciach genialnych i wyjątkowych. Przecież byłeś geniuszem, dlaczego nie chciał tego widzieć? Ciągłe bardziej i więcej, ciągłe nie i lepiej, niekończące się listy zasad i nieustannie rosnące wymagania. Z przerażenia zacząłeś uciekać, nienawidząc brata, który wpisywał się w utarte schematy, stając się tworem tak idealnym, iż wydawał ci się sztucznym. Nie potrafiłeś patrzeć na niego – więc uciekałeś dwa razy bardziej.
    Tak stałeś się mistrzem dezercji i zawsze już uciekałeś od wszystkiego, bo utrata wolności napawała cię przerażeniem, które paraliżowało system racjonalnego myślenia. Twój odwrót nigdy jednak nie był próżny, bo ty kochałeś spalać za sobą szlaki, siejąc spustoszenie. Twoimi kompanami były ogień i burza, musiałeś mieć pewność, że już nikt nie zechce cię ścigać. I nadszedł czas, w którym wreszcie dopiąłeś swego, wraz z bratem zamieniając dom ojca w cmentarz wspomnień. Jego też chciałeś zamienić we wspomnienie, ale brat twój posiadał więcej rozsądku, w porę zaciskając żelazne palce na twoim nadgarstku. Więc to ty odszedłeś w niebyt, bo nie miałeś już powrozów – rok na Bałkanach, cóż za rozkosz dla twojego umysłu. Nie zdradzisz nikomu tamtych sekretów, bo ukradłeś ów czas dla siebie tylko - i dla niej. Nie mogłeś jednak zostawić brata, nieprawdaż? Dlatego jesteś znowu.


      Similar topics

      -

      Obecny czas to Wto Cze 27, 2017 11:49 am