Dzień z życia studenta

    Share
    avatar
    Mistrz Gry

    Liczba postów : 2155

    Dzień z życia studenta

    Pisanie by Mistrz Gry on Nie Kwi 01, 2012 1:53 pm

    Dzień z życia studenta

    Zastanawiasz się, jak wygląda przeciętny dzień życia studenta? Czy tak naprawdę muszą marudzić na wszystko, co się wokół nich dzieje? Czy na pewno mają tyle pracy, ile mówią? Lepiej przeczytajcie tę relację, nim zdecydujecie się na podjęcie studium.




    Tulisz właśnie do serca ramiona Morfeusza, kiedy przeraźliwy dźwięk budzika drażni twój słuch. Jedną ręką, na oślep, szukasz guzika, który miałby przedłużyć twój sen o kilka minutek. W końcu jednak zwlekasz się z łóżka i po omacku, smętnym krokiem idziesz do łazienki. Tam, kiedy podnosisz wzrok na lustro, odkrywasz ślady wczorajszej zabawy – podkrążone oczy, czasem rozmyty makijaż, potargane włosy... Do tego oddech, świadczący o tym, że musiałeś się dobrze bawić.
    Tak, to zdecydowanie była dobra impreza. Szkoda tylko, że za pół godziny masz pierwsze zajęcia. Zaraz... za pół godziny?
    Nigdy nie myślałeś, że jesteś w stanie tak szybko – jednocześnie – myć zęby i rozczesywać włosy, ubierać się z kubkiem kawy w ręku. Przez chwilę cieszysz się, że zdałeś egzamin z teleportacji, dopiero za chwilę przypomnisz sobie, że przecież na terenie tego przeklętego Hogwartu nie można się teleportować!
    W końcu nie zwracasz uwagi na to, co masz na sobie (podobno dzisiaj dwie różne skarpetki to już nie nieuwaga, a hipsterstwo) i biegniesz do zamku – biegniesz, przynajmniej do czasu, kiedy starczy Ci sił w płucach. Gdzieś w połowie drogi przypominasz sobie, że nie wziąłeś eseju, za którego brak najpewniej zostaniesz ukrzyżowany. Masz teraz dwie możliwości: albo wracasz do domu i umierasz po drodze (ta droga jest naprawdę męcząca), albo piszesz na Hogbooku do współlokatora, żeby go zabrał. Dostarczysz profesorowi po zajęciach.
    Co tam, że masz w kieszeni różdżkę i możesz zaacciować esej. Przez te studia już zapominasz, czego się nauczyłeś w Hogwarcie!
    W końcu, zziajany, trafiasz na zajęcia. Profesor robi ci nieprzyjemną połajankę o tym, jak bardzo nieodpowiednie jest twoje zachowanie, jednak ty tylko kiwasz nieprzytomnie głową i obiecujesz poprawę. Ostatecznie opadasz na miejsce obok innej studentki, która większe zainteresowanie wydaje się wyrażać tym, z jakiego drewna została zbudowana ławka, niż słowami profesora.
    Dzisiaj możesz pogratulować sobie w duchu zakupu samonotującego pióra. Może uda ci się w ten sposób odespać chociaż z dwadzieścia minut...
    Większość zajęć wygląda tak samo. Gdy na jednych z nich profesor informuje, że dziś odbywają się zajęcia praktyczne, masz ochotę rzucić w niego Avadą. Niestety, chyba zapomniałeś jak używa się różdżki. Ostatni raz miałeś z niej użytek... chyba podczas owutemów. Te studia całkiem łudząco przypominają ci mugolskie nocne życie, o którym tyle mówiło się na mugoloznastwie. Oczywiście w samych pejoratywach.
    Gdzieś w przerwie pomiędzy kolejnymi wykładami znajdujesz swoje miejsce na Wielkiej Sali. Siadasz przy swoim starym, hogwarckim stole, a grono uczniów zaczyna zasypywać cię pytaniami o studium. Masz ochotę powiedzieć im coś na wzór „co ty wiesz o życiu”, ale ostatecznie gryziesz się w język – w ich wieku też myślałeś, że masz sporo nauki. Tymczasem przed tobą leżą wykresy jakiś skomplikowanych działań i, na dobrą sprawę, wcale nie wiesz, po co ci to wszystko. Może gdybyś studiował coś zupełnie innego, to mogłoby to mieć z tym jakiś związek, ale teraz...
    W końcu jednak masz pełny żołądek, jednakże wizja kolejnych zajęć skutecznie psuje Ci dobry humor. Dlatego decydujesz się na małą przerwę – nic ci się przecież nie stanie, jeśli opuścisz jeden wykład. Smętnym krokiem wędrujesz na trzecie piętro. Tam znajdujesz obraz Morgany. Wyciągasz różdżkę i celujesz nią w cegłę po prawicy czarownicy, jednocześnie wymawiając wcześniej przekazane ci zaklęcie. Otwiera się przed tobą mały korytarzyk – korytarzyk, w którym zmuszony jesteś do odpowiedniego przedstawienia się. Gdybyś wiedział wcześniej, że kiedy przy rekrutacji prosili cię o „dwa słowa” o sobie, oznaczało to twój kod wejścia do skrzydła studenckiego, zapewne powiedziałbyś coś zwięzłego. Tymczasem chciałeś przedstawić się z jak najlepszej strony... i dziś musisz cierpieć, powtarzając te swoje wszystkie niby-osiągnięcia, jak – na przykład – zajęcia drugiego miejsca w wakacyjnym konkursie na rozwiązywanie sudoku.
    Przynajmniej przypominają ci się te wszystkie chwile.
    W końcu jednak docierasz do Skrzydła Studenckiego. Gdzie pójdziesz? Pewnie coś zjeść do szynku, pogadać z innymi wagarowiczami w salonie, albo zaznać trochę odprężenia w Lodowej Łazience. Wbrew temu, co mówią, niska temperatura i gorąca woda naprawdę odprężają. A kilka chwil relaksu zawsze dobrze zrobi...
    W końcu jednak przychodzi pora, kiedy musisz pojawić się na zajęciach. Idziesz spokojnym krokiem do sali, kiedy wpadasz przypadkiem na Jake'a Wrighta, swojego opiekuna. Zaraz pewnie zapyta cię, jak ci minął dzień, kiedy wpadniesz do niego na herbatkę – mrugnie porozumiewawczo – i dlaczego masz na sobie dwie różne skarpetki. Twoje wyjaśnienia pewnie i tak by nic nie dały, ale kiedy otwierasz usta, nagle pojawia się przy was Neil Perry. No świetnie, tylko tego tutaj jeszcze brakowało... Zaczyna zadręczać cię pytaniami, czy w końcu zdecydujesz się wstąpić do drużyny – w końcu studentom przydałaby się twoja obecność na meczach. Obiecujesz dać niedługo znać i uciekasz prędzej, niż zdążą powiedzieć choć słowo.
    Zadziwiające. Jeszcze rano nie byłbyś w stanie pomyśleć, że możesz tak szybko biegać.
    W końcu opuszczasz Hogwart i chciałbyś iść do domu, ale masz jeszcze te swoje praktyki. Że też musisz latać po Ministerstwie, Mungu, czy innych miejscach, w których wszyscy patrzą na ciebie krzywym okiem. Rzekomo to bardzo przydatne, w końcu kto studiując prawo nie chciałby udzielać się w departamencie Przestrzegania Praw Czarodziei, ale rzeczywistość jest bardzo smutna – zamiast chodzić na tysiące rozpraw, podajesz tysiące kubków kawy. Słyszałeś od starszych roczników, że komuś po miesiącu udało się trafić w roli obserwatora do Wizengamotu!
    Może mówi się o lataniu studentów magizoologi do tajemniczych ogrodów, mistycy i inżynierzy mają mieć zajęcia w Departamencie Tajemnic, podobno ci z języków naprawdę przebywają z mówiącymi, magicznymi stworzeniami, ale... chyba już naprawdę wolałbyś posiedzieć w domu.
    Finalnie udaje ci się dojść do domu. Jedyne, o czym marzysz, to pójście spać, jednak stosy zadań skutecznie cię od tego odciągają. Parzysz więc kawę, szukasz swojej saszetki ze sproszkowanym pazurem smoka (chodzą plotki, że pomaga w nauce) i siadasz przed pergaminami, zaraz jednak pojawia się twój współlokator i mówi, że macie niepowtarzalną szansę. Na co? Na imprezę stulecia...
    Nie masz możliwości powiedzenia choć złego słowa.
    Kolejnego poranka tulisz właśnie do serca ramiona Morfeusza, kiedy przeraźliwy dźwięk budzika drażni twój słuch...


      Obecny czas to Sro Sie 23, 2017 6:44 pm