January J. Moss

    Share
    avatar
    January J. Moss

    Liczba postów : 16
    Płeć : Female

    January J. Moss

    Pisanie by January J. Moss on Pon Wrz 10, 2012 7:13 pm

    January J. Moss

    A. Dane personalne

    1. Imiona: January Jam
    2. Nazwisko: Moss
    3. Data urodzenia: trzeciego stycznia 1994
    4. Miejsce urodzenia: Londyn, Anglia
    5. Miejsce zamieszkania: Londyn, Anglia
    6. Czystość krwi: 3/4

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: No to lecimy: Vincent właśnie skończył czterdzieści pięć lat - włóczył się rankiem z podkrążonymi oczami, szukając jakichś tabletek wyprodukowanych później, niż przed dziesięcioleciem, szlafrok plątał mu się między kolanami, z głośników Rod Stewart; ogólnie nieładny widok, mężczyzna z objawami starości w samym sercu kawalerskiego pobojowiska (a z tym zarostem, ponad tygodniowym, głowa nadaje się już tylko na jedno: ścięcie). Mała miała przyjść dopiero zaraz, wszyscy goście (Christopher i Jac) zmyli się zanim wybiła północ do żon, wykładzin, srebrnych sztućców i tych wszystkich głupotek, z którymi Vin nie wchodził w symbiozę już od dłuższego czasu - więc noc spędził sam z danielsem, którego przynieśli mu zapakowanego w pudło po chińszczyźnie. Sowa znowu dziobała parapet, ale patrząc po ilości kopert porozrzucanych po podłodze (hej, zero czułości!) - prędzej przebiłaby się przez szybę, niż dostała bilet wstępu. Gdzie, kurczę, te czasy, kiedy listy łapało się w locie, bo wystrzeliły z Hogwartu, albo od fajnych dziewczyn, albo chociaż od zmarłych przodków, z powiadomieniem o spadku (piwnica i trochę porcelany, która szybko poszła na rynku gospodyń domowych). Teraz... było trochę zaproszeń na nudne, paskudnie brzmiące imprezy (śluby, chrzciny, dwudziestolecia małżeństwa - wszędzie trzeba było przynosić prezenty), stare numery Proroka, jeszcze starsze skargi na współlokatorów (swoją drogą, to nawet zabawne: niby pilnował wynajmowanych mieszkań w tej kamienicy, niby powinien eksmitować wszystkich pijusów, nagminnych zapominalskich, jeśli chodzi o czynsz, niby... a sam był jednym z najgorszych). "Niefajnie, Vin", kręciłaby głową Romy, gdyby zobaczyła cały ten chaos. Na własne szczęście nie widziała już niczego, co wiązało się z Oxford St. 17, od prawie jedenastu lat - dobrze bawi się z nowym mężczyzną w południowej Irlandii, wychowując jeszcze-nie-nastoletniego syna na łonie pastwisk, zboża po pas i tym podobnych, niezurbanizowanych atrakcji. Jeśli już trzeba opisać ją w paru słowach: mała czarnulka z krągłościami, lubi tapety w słoneczniki, dżinsowe katany, wiśniowe polewy, francuską literaturę - wszystko trochę bardziej, niż własną córkę. Wydaje książki o ogrodnictwie, odpisuje na sowy od małego, ale konsekwentnego grona podobnych fanów wzrastających pędów, ładnie wychodzi jej gotowanie, zaklęcia zmniejszające i ignorowanie wszystkiego, co uparcie nie będzie samo pchało jej się na głowę (raczej wygodnisia).
    Więc tak: koniec końców, jak czasami uświadamia sobie znudzona już tą ekipą Jan, nie bardzo jest tu kogo lubić.

    2. Pokrewieństwo: -
    3. Status majątkowy: przeciętny

    C. Szkoła

    1. Rok nauki: VII
    2. Dom: RAVENCLAW
    3. Przedmioty: zaklęcia, transmutacja, eliksiry, mugoloznawstwo, astronomia, zielarstwo, numerologia

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 174 cm (w obcasach - olbrzym)
    • Budowa ciała: chuda, małe cycki, wystające kolana
    • Kolor oczu: ciemny brąz
    • Kolor włosów: BARDZO ciemny brąz
    • Cechy charakterystyczne: skupisko pieprzyków na brzuchu!

    2. Opis szczegółowy: Okej, January skończyła już siedemnaście lat, i powoli robi się małą seks-maszyną: te ładnie wykrojone usteczka, te wystające obojczyki (można by było na nich coś zawiesić, i pewnie trzymałoby się bez turbulencji), te śliczne paluszki, ten drobny nosek... i tak dalej. Gdyby nie nogi krzywe jak wieża w Pizie, absolutny brak, hm, masy piersiowej, włosy wyjątkowo niesforne i wiecznie splątane (nawet bez wiatru) i zagadkowo spore stopy, jak na przedstawicielkę płci, której rozmiar powinien kończyć się na 38, można byłoby nazwać ją atrakcyjną sto pro (ciekawe, czy po śmierci ulatnia się to, czy między drewnem też jest się na początku tak samo uroczym). Chodzi powoli, często zatrzymuje się, jeśli coś ją ciekawi, ogląda tymi swoimi ciemnymi, dużymi oczyma i niejednego chłopca przyprawia o migotanie przedsionków (zwłaszcza, jeśli bywają tym, co ją zainteresuje). Włosy zatrzymały się parę lat temu na wysokości ramion i, mimo próśb i gróźb, wcale nie spieszy im się zapuszczać w dalsze terytoria - jedynie objętościowo zjeżdżają się do siebie ciągle, wobec czego warkocz, który czasami z nudów udaje się jej spleść, jest prawie grubości dłoni. Łokcie trochę odstające, uszy nieprzekłute, kości policzkowe zarysowane uroczo, podbródek lekko wysunięty, szyja nieco żyrafia, brzuch niby szczupły, ale jednak flak; ogólnie Jan nie traci czasu na ćwiczenia, bo mięśnie nie podobają jej się. Nieładnie przygarbiona, paznokcie obcięte na krótko, dodajmy jeszcze kruche nadgarstki, wszystko razem: January Jam.
    Stylowo: woli wyglądać nudno, niż jak choinka, wobec czego trzy czwarte wnętrza jej szafy bazuje na najprostszych kolorach i wzorach wykrojonych od niechcenia. Czarne i białe crew necki, workowate dżinsy, flanele, biker bootsy, z biżuterii jedynie zegarki: no chłopak po prostu. Kiedy trzeba - potrafi wskoczyć w kiecę, łamać nogi na piętnastocentymetrowych obcasach i malować na twarzy fikuśne arabeski, ale, na szczęście, zazwyczaj nie trzeba. Może kobiecość przyjdzie z czasem (ale nie przyjdzie).

    E. Charakter

    1. Opis charakteru: January urodziła się z małym komputerkiem zamiast mózgu (hej, jakby co to taka metafora), ziewa przy literaturze (próbowała gruchnąć w porządne tomiska, ale Prousta brała na bezsenność, Cortazar za bardzo mieszał, Tołstoj smęcił i smęcił), lubi wyliczać sobie prawdopodobieństwa i według wyników podejmować decyzje & naprawdę interesuje ją przyznawanie medalu Fieldsa, wariateczka. Wygląda trochę jak niechluj, ale wewnątrz jest raczej poukładana, zamyka sprawy w odpowiednich szufladach i odłupuje zamki, jeśli z góry są już przegrane. Czasami marzy jej się jakiś Wielki Wybuch, który wywaliłby ją w inną galaktykę, może ciekawszą, gdzie umiałaby wreszcie zachowywać się jak dekadentka, chlać i ćpać, cytować Rimbauda, chodzić do łóżka z chłopcami o brudnych paznokciach, wlewać czerwone wino do płatków śniadaniowych, ale tutaj, trzecia kula od Słońca, 2011, akcent brytyjski - nie umie i już. Umysłowo energiczna, fizycznie - proszę Was, pałęta się z parapetu na parapet i to w ślimaczym tempie, zawsze podczas transportu sprawdzając fakturę ścian, poręczy, szyb, które znajdują się na wyciągnięcie dłoni - w ogóle lubi dotykać, przyłapywać tym na istnieniu rzeczy, z którymi nigdy wcześniej nie miała do czynienia (w tym ludzi). Wyjątkowy leń, jeśli chodzi o nawiązywanie znajomości, jeszcze większy, kiedy w grę wchodzi ich utrzymanie - rzadko kiedy odczuwa tęsknotę za konkretną osobą, o wiele bardziej bawi ją obserwowanie pewnych schematów, które całkowicie różne osoby wypełniają co do najmniejszych szczegółów, no i w ogóle tyle jest ludzi na świecie, którzy mają ciekawe włosy, obdarte kolana, palą papier, palą papierosy, nie zdążają na pociągi, łamią różdżki i kości promieniowe, właśnie wracają z Estonii, kochają się w młodym Brando, wyrzucają graty przez okno, podpisują kalendarze; że po co wiązać supeł tylko na niektórych?
    Posiada parę małych dziwactw; lubi nie kończyć zdań, często zadaje pytania w żaden możliwy sposób nie kojarzone z tematem, pali papierosy tylko do połowy, a jeśli już weźmie się za jakąś beletrystykę, to zaczyna od ostatniej strony i dopiero, jeśli spodoba jej się, kto tam skończy z kim, kto skończy z życiem, czy będzie wkurzający cliffhanger, czy jasne domknięcie tematu - wraca do pierwszego rozdziału. Inni ludzie jej nie przeszkadzają, ale w żaden sposób nie mają wpływu na jej własną orbitę - nie przejmuje się cudzymi opiniami, zwykle nie dzieli się z nikim swoimi, nie pożycza kasy, nie pomaga zwiewać przed panią Norris, bywa urocza, ale nigdy bezinteresowna - dzięki temu jej świat nie rozsypał się jeszcze, i zawsze wie, na co akurat przychodzą terminy. Nie jest wyniosła, nie jest wstydliwa, nie łamie przyrzeczeń, bo nigdy ich nie składa; całkiem interesuje się religią (ale wciąż uważa ją za głupiutkie dziwactwo), śmiercią i życiem pozaziemskim, ale wiecie, w sensie planet i chłopców z antenkami - dlatego, z ciekawości, nigdy nie łyknęłaby tabletek; za bardzo wkurzające byłoby, gdyby podczas zasypywania jej pod glebą akurat okazało się, że dostaliśmy mejla z kosmosu.
    Poza tym wszystkim - raczej nie ma poczucia humoru, za to bardzo, bardzo zły gust do mężczyzn - owszem. Zwykle straszne flejtuchy (życiowe, nie chodzi o brudne podkoszulki); zostawiają ją po kilku średnio romantycznych wieczorów, ze smutną miną tłumacząc, że "to nie ja, to Ty". January mówi im wtedy pa, zamyka drzwi, siada na wycieraczce i, bardzo po dziewczyńsku, płacze nad wylanym winem.

    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: składanie równań, rozmyślanie nad tym, jak rozmyślają ludzie (najchętniej przed snem), amerykańskie eksperymentale (Animale Collectivy i te wszystkie), błądzenie po sklepach, nowe słowa.
    • Ulubione: metro, nagrzane panele, kałuże, sklepowe wystawy, kalkulatory, srebro, dziewczyny w okularach, chłopcy w podwiniętych rękawach, koce, koty, aksamit (koniecznie blue), latarnie, początek zimy.
    • Inne: prawie w ogóle nie gestykuluje, nieźle idzie jej w szachy, zawsze wychodzi z własnych zdjęć, umie zrobić pięć pierwszych pozycji baletowych, ale za nic nie machnie szpagatu. W ramach dorocznego zapotrzebowania na działalność charytatywną w każde święta łazi z matką jako wolontariusz do Munga, ale widok chorych albo, co gorsza, starych ludzi niezmiennie ją obrzydza.

    F. Przeszłość Przyjemnie było tak dorastać sobie w centrum Londynu, w postaci babysitterów mając prawie całą, na wpół oszalałą kamienicę (skład: dziesięciu studentów, dwie babcie wyeksmitowane później za hodowlę niedozwolonych ziółek no i oni), wieczorami łazić z mamą po Pokątnej i przyglądać się zamykaniu sklepów. Była dobrze odżywionym, rumianym dzieciakiem z brudnymi piętami, dużo spała, niszczyła stosunkowo mało, bywała ulubionym, płaczliwym kompanem dwudziestolatek ze złamanym serduchem, które zabierały ją na spacery i zrzucały z siebie wszystko (oprócz ciuchów), co ciążyło im na klacie wiedząc, że mała jest zbyt mała, żeby nadstawiać ucha.
    No, tu by się akurat zdziwiły.
    Państwo Moss, dopóki jeszcze jedno z nich nie wyemigrowało z nazwiska (a jak już było tak, pakowanie walizek, opustoszałe półki, przypalona jajecznica - January nie przejęła się wystarczająco, czy to objaw stalowego serducha?), byli oboje bardzo milutko nastawieni do mugoli, wobec czego, zanim na dobre rozpoczął się świat Hogwartu, wysłali Jan do pobliskiej szkoły, w której chłonęła matmę, geografię, angielski i tym podobne bzdury. Poznała sporo koleżanek i kolegów, zawsze przegrywała w klasy, kupowała bilety w autobusie i w ogóle spodobało jej się to inne życie, w którym nie zawsze można na coś liczyć.
    A potem szast, dziesiąte urodziny, szast, koperta z godłem, szast, pierwsza jazda pociągiem i szast, była już tylko droga na skróty.


      Obecny czas to Sro Wrz 20, 2017 3:25 am