Kitty Olsen

    Share
    avatar
    Kitty Olsen
    Hi Tiger!

    Liczba postów : 556
    Płeć : Female

    Kitty Olsen

    Pisanie by Kitty Olsen on Pon Lis 19, 2012 11:18 pm

    Katherine Olsen


    A. Dane personalne

    1. Imiona: Katherine (ale udaję, że to nieprawda i mam na imię Kitty) Hannah
    2. Nazwisko: Olsen
    3. Data urodzenia: 1 kwiecień 1993r.
    4. Miejsce urodzenia: Liverpool
    5. Miejsce zamieszkania: Hogsmeade
    6. Czystość krwi: mugolak, rodzice są czarodziejami mugolskiego pochodzenia

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: Zacznę od tego, że bardzo kocham swoją rodzinę. Nawet tatusia, który zapewne powiedziałby, że w głowie mi się poprzewracało od tego dobrobytu (no trochę innymi słowami, ale sens pozostałby ten sam), gdyby dowiedział się, co potrafię wyczynić z jego ciężko zarobionymi galeonami. Ale żeby było jasne – ja strasznie lubię wydawać pieniądze, bo jestem kobietą, a nie dlatego, że nie mam szacunku do pieniędzy.
    W wakacje pomagam rodzicom pracując w ich eleganckim zajeździe dla czarodziei. Mama jest w nim szefem kuchni i choć gdy byłam mała zmuszała mnie do jedzenia szpinaku, co stworzyło skazę w mojej psychice, to uważam, iż świetnie gotuje. Mamusia właśnie nauczyła mnie szydełkować, zarażając swoją drugą największą pasją. Tatuś wpoił mi, że jeśli nie jestem gotowana na karę to nie powinnam popełniać przewinienia. Dzięki niemu wiem, że muszę być odpowiedzialna za swoje czyny oraz samodzielna, chociaż to drugie niekoniecznie potrafię uczynić.
    Mam też dwóch braci. Elliot jest ode mnie starszy o rok i zawsze potrafi mnie rozśmieszyć, a dwa lata starszy Scotty czasem jest dla mnie Scotlandem i podkradam z jego półki na książki kryminały.
    No i jako najmłodszy członek rodziny, i to w dodatku płci żeńskiej, przypadł mi przywilej bycia oczkiem w głowie calusieńkiej familii.
    2. Pokrewieństwo: Scott Olsen, brat
    3. Status majątkowy: bogaty

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Hogwart, Hufflepuff
    2. Referencje zawodowe: Dotychczas w każde wakacje pomagałam rodzicom, pracując w ich rodzinnym interesie. Kelneruję albo zmywam naczynia.
    3. Wykonywany zawód:
    4. Zarobki:

    C1. Studia

    1. Wyniki owutemów:
    ZAKLĘCIA – Powyżej Oczekiwań
    TRANSMUTACJA – Nędzny
    ELIKSIRY – Wybitny
    ZIELARSTWO – Zadawalający
    ASTRONOMIA – Nędzny
    2. Kierunek studiów: magomedycyna
    3. Rok studiów: I

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 169 cm, ale udaję, że 170 cm
    • Budowa ciała: chudzina
    • Kolor oczu: chyba mętna zieleń z domieszką brązu. Dziwnie brzmi, ale wygląda normalnie.
    • Kolor włosów: brązowy
    • Cechy charakterystyczne: jak byłam mniejsza to miałam przerwy między zębami, ale już nie mam

    2. Opis szczegółowy:
    Jestem sobie mierząc sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu (tak naprawdę to sto sześćdziesiąt dziewięć, ale niezły ze mnie kłamczuszek, bo nikt nie zauważa tego jednego centymetra). Nie chodzę płynąc ani nic z tych rzeczy, określających chód w dziwnej literaturze, której nie lubię. Po prostu sobie idę. Nie rozumiem nad czym tu się zastanawiać, rozpisując się w wielu zdaniach skoro się nie potykam nagminnie, ani nic takiego. Ale szybko biegam, jeśli kogoś to by zainteresowało.
    Mam fioła na punkcie swoich włosów, które są brązowe i bardzo długie, bo aż do pasa. Zapuszczałam je przez kilka dobrych lat. Prostuję je sobie, żeby nie było, ale wszystkim mówię, że tak mam naturalnie. Są lśniące i zadbane, bo jak już wcześniej wspomniałam mam bzika na ich punkcie. Nikomu nie pozwalam ich dotykać poza swoim fryzjerem, aczkolwiek nie miałabym nic przeciw, gdyby książę Monako w porywie namiętności wplótł mi palce we włosy i zaczął całować.
    Mam strasznie pospolity kolor tęczówek takie mętnozielonotrochębrązowocoś, ale w mugolskim paszporcie mam, że zielone, bo kazano mi zmienić. Rzekomo dorysowywanie kratek we wniosku jest zabronione, ale to pewnie ludzka zazdrość była, bo przecież mętnozielonetrochębrązowocoś brzmi lepiej niż po prostu zielone albo brązowe.
    Co ja jeszcze mam? Nos mam, taki prosty i zadarty do góry. Moim skromnym zdaniem trochę dziwnie wygląda, chociaż nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.
    No i usta jeszcze mam. Gdy się uśmiecham to są bardzo ładne, ale jak się nie uśmiecham to też są ładne.
    Powiadają, że mam bardzo miły dla ucha śmiech i głos (śpiewać nie umiem, bo strasznie fałszuję, Scotty wyczerpał wszystkie zasoby genu odpowiedzialnego za talent muzyczny). Piszę tu, ponieważ do wyglądu się zalicza bardziej niż do charakteru, bo przecież Bozieńka mnie obdarzyła tym. Strasznie lubię to słowo/nazwę(?!) – Bozieńka (kiedyś usłyszałam na mieście!), ale w bogów żadnych nie wierzę, bo bogowie to byli, jak była ciemnota i ludzie nie umieli pisać, i to było dawno bardzo, jak krążyły ustnie mity, by wyjaśnić wiele zjawisk takich jak burze i pioruny, my to teraz wiemy, że to Merlin nowe zaklęcia tworzy, ale oni tego nie wiedzieli jeszcze).
    Mam kilka par martensów oraz trzewików i to je najczęściej noszę. Luźne t-shirty, swetry i koszule, pełno tego znaleźć można w mojej szafie. Trochę mniej dopasowanych bluzek w pastelowych kolorach lub spódniczek, ale też są i nawet czasem zdarzy mi się je przyodziać, jeśli nachodzi taki dzień w miesiącu, gdzie nie mam w co się ubrać, bo nikt mi prania nie zrobił.
    Posiadam też niezliczoną ilość dodatków i to głównie na kolczyki, bransoletki i inne pierdoły wydaje swoje ciężko wyciągnięte od rodziców pieniądze na jedzenie. Na to i na lakiery do paznokci. I może jeszcze na automaty do gier. I na koncerty.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru:
    Robię zdjęcia. Robię mnóstwo zdjęć! Nie jestem jakimś fotografem po prostu lubię uwieczniać chwilę. Z mugolskim aparatem potrafimy się oczywiście rozstać, ale na imprezach zawsze krążymy między ludźmi, cykając fotki. Broń Merlinie nie po to, by później kogoś szantażować lub wstawiać te najbardziej żenujące na Hogbooka. Większość z nich nigdy nie ujrzy światła dziennego – tylko te bardziej udane lub warte uwagi stworzą kolaż na kilka dni albo tygodni, który zawiśnie w moim pokoju.
    Czasem udaję paparazzi, co może niemiłosiernie wkurzać, stosując niezbędny eufemizm. W sumie to ja jestem za stosowaniem eufemizmów. Nie lubię za to naturalizmu, ludzi żądnych władzy i fałszu. I szpinaku! Pamiętacie, jak rodzice kazali wam jeść to zielone paskudztwo? No cóż, ja pamiętam to aż za dobrze. Rada jestem, że potrafię gotować (choć daleko mi do kulinarnego talentu mamy i Scotty'ego niestety) i już nikt nigdy nie zmusi mnie do zjedzenia tego paskudztwa. Dziwie się, że ani razu jeszcze nie obudziłam się z krzykiem w nocy, drąc się wniebogłosy „Tylko nie zielony szpinak!”. Tak naprawdę to zawsze chciałam coś takiego krzyknąć, bo byłoby to jak z jakiejś kreskówki, a ja, pomimo swojego wieku, wciąż za nimi przepadam. Jeśli mogę to oglądam na laptopie „SpongeBoba kanciastoportego”, ale się do tego nie przyznaję. Każdy ma jakąś krępującą tajemnice, nie? Moją jest zamiłowanie do mugolskich kreskówek i Miś Tedek, co wiecznie siedzi pod łóżkiem, bo jeszcze ktoś go przyuważy. Jakby co to chowam tam pieniądze, jasne? Kilka sykli można znaleźć w kieszonce Teddiego. Czytam kryminały, więc wiem co nieco o pozorach. Kiedyś chciałam zostać detektywem, ale nikt nie brał tego na poważnie, czego zupełnie nie rozumiem przecież to normalne, że kobieta zmienia, co chwila zdanie, a na świecie jest tyle pasjonujących zawodów jak żona księcia Monako (uważam, że to najprzystojniejszy facet na świecie!).
    „Czarodziej i skaczący garnek” to moja ulubiona bajka z dzieciństwa. Teraz podbieram Scotty'emu kryminały i słucham głośno Marilyna Mansona. Uwielbiam też żarty nieważne czy o Jasiu, blondynkach, doktorze i babie, czy sprośne – byleby mnie śmieszyły.
    Bezspornie częściej jestem optymistą, nie umiejącą przejść koło cudzego nieszczęścia obojętnie niż pesymistką, mającą na wszystko wywalone. Nie cierpię patrzeć na smutnych albo samotnych ludzi. A na takich w jednym to już w ogóle, bo od razu serducho ściska! Czuję w takich sytuacjach nieodpartą chęć pomocy, a jeśli ja coś zaczynam to muszę to doprowadzić do końca. Tak samo sytuacja wygląda w przypadku rzeczy, których z jakiegoś powodu nie pojmuję (jak kiedyś transmutacja) – będę poświęcać choćby cały wolny czas byleby tylko zrozumieć to, czego nie potrafię z jakiegoś powodu ogarnąć. W razie potrzeby po proszę o pomoc. Chyba lubię współpracę, a pewna jestem tego, że uwielbiam ludzi. Towarzyskie ze mnie dziewczę. Niestety, niekiedy gubię się w świecie, trafiając w tą złą część. Powątpiewam sobie wtedy w wiele jednostek.
    Aha i jeszcze chciałam dodać, że uwielbiam czarne komedie (tego się nie wstydzę) i nigdy nie byłam zakochana (tego się chyba wstydzę) – jeśli komuś na coś, by się przydały te informacje. No i nienawidzę quidditcha – latają sobie na miotłach i myślą, że są fajni. Nie pojmuję tego.
    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: kryminały, fotografia, Marilyn Manson, medycyna
    • Ulubione: Marilyn Manson, kryminały, fotografia, szydełkowanie, kreskówki, Dublin
    • Inne: piszę pamiętnik, mam misiaka Tedka, który udaje skarbonkę

    F. Przeszłość
    Według mnie nic frapującego ani tym bardziej ważnego nie wydarzyło się dotychczas w moim życiu poza tym, że w dwutysięcznym dziewiątym roku dostałam autograf od Briana Warnera i dotknęłam jego ręki, którą niestety w końcu musiałam umyć. Ale zrobiłam sobie też z nim zdjęcie. Miałam wtedy aparat ortodontyczny z powodu przerw między zębami w kilku miejscach, ale i tak wyszłam na nim wyjątkowo korzystnie jak na tamten okres. Hm, jak tak sobie teraz pomyślę to uważam, że dwudziestego lipca dwutysięcznego dziesiątego roku też nie zapomnę, bo wtedy ściągnięto mi aparat ortodontyczny i od tej pory mam ładne ząbki, a wcześniej niekiedy wstydziłam się uśmiechać. Pech przegonił pecha i ponad rok później okazało się, że byłabym modna i mogłabym zostać topową modelką.

      Obecny czas to Sro Wrz 20, 2017 3:25 am