Ida Ainsworth

    Share
    avatar
    Ida Ainsworth

    Liczba postów : 95
    Płeć : Female

    Ida Ainsworth

    Pisanie by Ida Ainsworth on Pon Mar 25, 2013 3:13 am

    Ida Ainsworth

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Ida
    2. Nazwisko: Ainsworth
    3. Data urodzenia: 15 grudnia 1987 roku
    4. Miejsce urodzenia: Manchester
    5. Miejsce zamieszkania: Londyn. Wynajmuję mieszkanko nad swoim sklepem. Nie jest duże, choć całkiem przyjemne, wysoki sufit, szerokie okna, białe ściany, meble wyszperane w najlepszych antykwariatach, świeże róże w wazonach. Nigdy w nim nie śpię.
    6. Czystość krwi: brudna.
    7. Teleportacja: tak

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina:
    Odkąd pamiętam kłóciłam się ze swoją matką. Ona miała żal o zabranie jej młodości - ja, że nie była taka jak inne. Nie robiła mi kanapek z masłem orzechowym i galaretką, odcinając przy tym skórki. Nie czytała bajek na dobranoc. Nie gotowała pysznych obiadów na które mogłam zapraszać przyjaciółki. Nie piekła ciasteczek do szkoły. Wreszcie - piła i znikała na całe dnie zmuszając mnie do zajmowania się domem, tatą, bratem.
    Chyba uważa, że jesteśmy kwita. Ja zabrałam jej najlepsze lata życia, imprezy i prywatki. Ona mi beztroskie dzieciństwo.
    Nie zrozumcie mnie źle, nie wychowałam się w żadnej patologii, nikt się nie bił, nikt nie krzyczał, nikt nie rozbijał szklanek. Miałam własny pokój, w nim ładne lalki. Codziennie czyste ubrania, chodziłam w uroczych sukienkach, tata wiązał mi włosy w warkocze. Mam jednak oczy i robię z nich użytek, nigdy nie miałam z tym problemów. Widziałam, że nie potrafi nas pokochać. Mając już pięć lat czułam jak odsuwa się ode mnie kiedy próbuję objąć ją ramionami.
    Nie było mi specjalnie przykro kiedy zniknęła, jakieś dwa lata temu. Mieszkałam już sama, z dala od domu. Było mi tylko szkoda papy i Emmetta, to chyba był mój pomysł by przenieśli się do Londynu. Co prawda, nie mieszkamy blisko siebie, ja wiodę swoje życie, ale nawet ten jeden obiad tygodniowo daje mi jakieś poczucie dbania o ojca. Słucham detektywistycznych historii, śmieję się z żarcików, nawet czasem pozwalam mu ponarzekać na brak potencjalnego zięcia czy pomartwić się trochę o moją przyszłość. To ja kupuję mu koszule, pomagam dobrać do nich krawat i chodzę z nim po sklepach gdy wybiera buty. Czasem biorą nas za małżeństwo, ta nadmierna polityczna poprawność.
    A co do brata - każdy ma swoją piętę, właśnie on jest moją. Mogę się wydawać chłodna, zła, zdystansowana, bez serca - bo całą swoją miłość, każdą jej krople przelałam właśnie na niego, nie sądzę by zostało mi coś jeszcze. Skoczyłabym za nim w ogień nawet gdyby się nie paliło. Zabiłabym za podniesienie na niego ręki. Jest moim małym braciszkiem, opatrywałam mu kolana kiedy był mały, to ja robiłam te słynne kanapki z masłem orzechowym i galaretką, bez skórki, kiedy trafiłam do Hogwartu wysyłałam mu tony łakoci, całe kieszonkowe przeznaczałam na magiczne prezenty. Nie ważne co robię i gdzie jestem - powie tylko słowo, rzucam wszystko. Jestem gotowa mu nawet pomóc w tym szalonym projekcie odnalezienia matki, tylko jego stawiam ponad siebie.
    Czasem zapominam, że ma już siedemnaście lat.

    2. Pokrewieństwo: Emmett Ainsworth, brat.
    3. Status majątkowy: Przeciętny

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Hogwart, Slytherin.
    2. Referencje zawodowe:
    Nawet nie wiem kiedy się zaczęło - miałam może piętnaście, szesnaście lat. To chyba ten wiek kiedy zaczyna się kształtować gust. Mój, nic w tym dziwnego, okazał się zbyt wyrafinowany. Żadna biżuteria nie mogła mnie zadowolić, zaczęłam więc robić własną. Najpierw dla siebie, potem w ramach prezentów dla bliższych koleżanek. Z czasem te dalsze zaczęły mi płacić, potem starsze dziewczęta i młodsze szukały mnie na korytarzach chcąc kupić jedną z bransoletek czy kolczyków.
    Nie miałam wątpliwości co chcę robić gdy skończę Hogwart.
    Studiowałam w jednej z tych kolorowych szkół gdzie słowo design pada jako kropka w zdaniu - dwa lata strasznej męczarni, pseudo-artyści na korytarzach, te wymuszone rozmowy na wysokim poziomie, nie było mi do twarzy z teczką. Kiedy rzuciłam papierek z rezygnacją i po raz ostatni wyszłam z budynku - po raz pierwszy w życiu poczułam się wolna.
    Przez kolejne dwa lata harowałam jak wół, kilka etatów, sklep internetowy (mugolki są łase na biżuterię, nie będę udawać, że mam nieskazitelną krew), ten okres zlewa się dla mnie w jedną całość, bardzo długi dzień bez snu. Nie żałuję. Na własny sklep zapracowałam sama. Nikomu nie dałam dupy, nikogo nie okradłam, nikomu nic nie zawdzięczam. Chociaż wciąż najwięcej zamówień realizuję on-line, lubię mieć tę swoją przestrzeń, kontrolować dwie pracownice i patrzeć na klientki ze swojej kanciapy w której tworzę małe cuda.
    3. Wykonywany zawód: Właścicielka sklepu z biżuterią.
    4. Zarobki:

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: Sto sześćdziesiąt pięć centymetrów.
    • Budowa ciała: Kształtna.
    • Kolor oczu: Zielony.
    • Kolor włosów: Kasztanowy.
    • Cechy charakterystyczne: Karmazynowe usta, ciało usłane piegami.

    2. Opis szczegółowy:
    Jestem próżna.
    Jestem próżna i się tego nie wstydzę, nie kryję się po kątach z własną urodą. Kiedy słyszę „pięknie dzisiaj wyglądasz” nie wzbraniam się bezsensownie. Co więcej, jestem łasa na komplementy. Prawda „aniele, czy bolałaś jak spadało z nieba” wywołuje tylko uśmieszek politowania, nie ma jednak nic lepszego jak wysmakowanie dwuznaczny komentarz wyszeptany do ucha nad kieliszkiem czerwonego wina. Gdzieś w rogu zadymionej sali, tylko Ty i ja, przyśpieszone tętno, oddech muskający szyję.
    Tak lubię spędzać wolne wieczory.
    Kocham buty na wysokich obcasach, nie ściągam ich nawet do łóżka. Czerwone, czarne, kobaltowe, błyszczące i matowe, wszystko co ma powyżej dwunastu centymetrów (przynajmniej w kwestii obuwia) potrafi wzbudzić mój zachwyt. Wzorce czerpię od najlepszych, jak u Marylin jeden z obcasów lekko spiłowany, kilka milimetrów różnicy - a od razu chodzi się zupełnie inaczej, powabniej, wiem, że patrzysz kiedy kręcę tyłkiem.
    Dobrze znam swoje wymiary, nigdy nie noszę workowatych ubrań. Dopasowane sukienki, ołówkowe spódnice, eleganckie koszule, nie pozwalam sobie na gorsze dni. W mojej szafie nie znajdzie się dresów, trampek, tych wszystkich męskich fatałaszków które z taką dumą nosi się na ulicach krzycząc o równouprawnieniu. Mam swoje ikony kobiecości, gwiazdy kina z lat ’20 i ’30. Alabastrowa cera, karminowe usta, podkreślone oczy, długi papieros, piękne perfumy. Pełne kształty, chyba nie ma nic gorszego niż kości wbijające się w ciało podczas seksu. Lubię też szukać inspiracji w latach ’50 i ’60, choć nie przepadam za Hepburn. Przynajmniej Audrey.
    Czasami bawię się w kabaret.
    Co rano biorę krótki, zimny prysznic. Wycieram całe ciało miękkim ręcznikiem, wmasowuję nawilżający balsam. Skórę mam gładką acz wrażliwą, ramiona, plecy, nawet kolana pokrywają piegi. Nie jestem przesadnie wysoka, ni za niska, przeniesiesz mnie przez próg. Choć daleko mi do Monici Bellucci, dorobiłam się wreszcie talii osy. Mogę nie mieć nóg do samego nieba, wielkiego biustu i idealnie płaskiego brzucha, co z tego.
    Jestem człowiekiem, nie dmuchaną lalką czy wytworem skalpela i silikonu.
    Potem rozczesuje włosy drewnianym grzebieniem. Sięgające nieco poniżej łopatek, proste, kasztanowe. Nigdy ich nie farbowałam. Na twarz nakładam nawilżający krem, korektorem poprawiam niedoskonałości, nie ma ich wiele. Za to i tu wiele piegów, nadają mi charakteru. Mojej twarzy nie zapomina się tak prosto, nie jestem jedną z tych która znika w tłumie. Czarna kreska na powieki, starannie tuszuję rzęsy, czasem przyciemniam brwi, lubię kiedy są widoczne. Dopełniają zielone oczy. Na co dzień używam jedynie ochronnej pomadki, wieczorami karmazynowej szminki - chociaż zdarza mieszać mi się aż pięć kolorów dla osiągnięcia lepszego efektu.
    Nie kłamię, nie mamię, makijaż nie jest maską za którą się chowam, ubrania nie pełnią roli przebrania. Jestem całością, nie oddzielnymi elementami, nie muszę gasić światła byś mógł ze mnie ściągnąć ubranie.


    E. Charakter

    1. Opis charakteru:
    Nie słyszałeś? Nie mam serca.
    Tak przynajmniej twierdzi większość ludzi których spotykam i nawet nie próbuję tego prostować. Nie jestem ani miła, ani wyrozumiała, daleko mi do cukierkowej empatii. Nie ten typ który zabiega o zainteresowanie czy sympatię - to ja mam być zdobywana, nigdy na odwrót. Jestem wyjątkowa, wiem o tym dobrze, nie silę się na fałszywą skromność. Urodziłam się bez genu odpowiadającego za lizusostwo i włażenie w dupę, nazwij mnie upośledzoną - uśmiechnę się tylko, zupełnie obojętnie.
    Czasem nazywają mnie oziębłą, mało rzeczy mnie wzrusza. Nie próbuj stawiać mi drinków, oszczędzisz sobie upokorzenia, tanie gadki nigdy nie robiły na mnie większego wrażenia. Nie mów przy mnie o tysiącach dziewcząt z którymi masz do czynienia, to zbędne, nie będę rywalizować. Nie sięgam po rzeczy które mam na wyciągnięcie ręki, wolę czekać na wyjątkowe eksponaty. Lubię tych którzy wiedzą czego chcą i potrafią poruszyć niebo, ziemię, zstąpić do piekła tylko po to by dosięgnąć celu. Ja jestem tą dla której Orfeusz przemierzył Hades, to mi Parys wręczył złote jabłko, nie przekupisz mnie kolorowym napojem z tandetną palemką.
    Rozmawiając o impresjonizmie nie kiwam jedynie głową, nie muszę uciekać do cytatów by mówić o sztuce czy filozofii, pewnie widziałam filmy o których nawet nie słyszałeś.
    Nocami wędruje. Schodzę do podziemi, w zewnętrznych kręgach piekielnych rozbrzmiewa najlepsza muzyka, to tak właśnie słyszysz bicie swojego serca i wiesz, że żyjesz. Potańcówki, absynt, dym papierosów, jazz z wytartej płyty gramofonu. Głośne rozmowy, pełne pasji jęki, śmiech. Niebo może poczekać. Ja żyję chwilą.
    Tylko proszę, to nie żaden swag i żadne yolo, nie jestem sekretnym gejem i nie ćpam za śmietnikiem, nie muszę umrzeć młodo. Kocham - siebie właśnie, lubuję się w wygodzie, dbam głównie o własne interesy i przyjemności. Szybko marznę, nie zasnę leżąc samotnie. Wolę gorący oddech na skórze, palące pocałunki, oczy szeroko zamknięte. Nie jestem jednak na wyłączność, nigdy dłużej niż sto dni, lubię mieć wybór. Nawet nie wiesz kiedy w Twojej łazience pojawi się mój balsam i olejek do kąpieli - równie szybko stamtąd zniknie. Nie wiesz nawet czy to nie sen, ten szalony, surrealistyczny, zanurzony w oparach opium.
    Nie sypiam w swoim mieszkaniu. Przeszkadza mi nuda.
    Gdy doskwiera zbyt mocno bawię się w podwórkowego psychologa. Nawet nie muszę mieć racji, nie przewiercam Cię wzrokiem i nie zaglądam w głąb duszy - jestem jedynie akcją wywołującą reakcję, najczęściej całe ich łańcuchy. Dłonią popychającą pierwszą kostkę domina, burzącą ten cały, starannie zbudowany ład. Bawię się konwenansami, przesuwam bariery, balansuję na granicach - nigdy tej dobrego smaku. Jestem ja-ja-ja-ja, córka Gombrowicza, nie uzupełnisz mną liczby mnogiej.
    Mam to swoje autoironiczne i prześmiewcze poczucie humoru, ludzie biorą moje słowa zbyt poważnie, często słyszę oburzone komentarze pod nosem, na to co mówię trzeba patrzeć z dystansu. Nigdy nie zapamiętywać, zdanie zmieniam równie często co łóżko, to daje mi poczucie wolności. Jedyną stałą w moim życiu jest brat. Dbam też o mój sklep, to siedząc w wygodnym fotelu i rzeźbiąc kolejne elementy swoich bransoletek jestem najdelikatniejsza. Choć - gdybym jutro musiała go zamknąć nie zawaliłby się mój świat. Lubię myśleć o sobie jako feniksie, wstaję, otrzepuję się z popiołów i biegnę dalej. Nie pozwalam sobie na smutne miny, gorsze dni, nie przy ludziach. Jeśli płaczę, to krótko, bez świadków - szybko jednak patrzę w lustro i przywołuję się do porządku. To co w środku pozostaje właśnie tam, nie przenoszę tego na zewnątrz- to działa w obie strony, nie przywiązuję wagi do cudzych słów.
    Gdyby nie fakt, że niektóre rozrywki najlepiej smakują we dwójkę zapewne nie potrzebowałabym zewnętrznego świata.

    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: Projektowanie biżuterii, teatr współczesny, kino złotej ery Hollywood. Zabawa w podwórkowego psychologia, burzenie starannego ładu i porządku. Filozofia Shopenhauera, szydzenie z Hegla, szukanie skarbów w antykwariatach. Ukrywanie trudnych słów w banalnych miejscach.
    • Ulubione: Poezja końca wieku, zielona herbata z jaśminem. Słodkie, gęste, czerwone wino, czekoladowe papierosy i waniliowe lody. Guma do żucia o smaku arbuza, owoce morza i owoc awokado. Diamenty są moimi najlepszymi przyjaciółmi - wolę chłód platyny niźli przeciętną żółć złota. Stary, dobry jazz z początku wieku, piosenki Charlotte Gainsbourg. Letni, ciepły deszcz na skórze, dreszcz pożądania, gorący oddech.
    • Inne: Całkiem nieźle gotuję, szczególnie dobrze wychodzą mi amerykańskie naleśniki. Potrafię recytować z pamięci Baudelaire’a i Rimbauda. Lepiej nie wdawać się ze mną w dyskusję na tematy filozoficzne, potrafię być bezlitosna w tej kwestii. Jestem też wielką fanką Manchesteru United. Nie lubię za to zimnej kawy, porannej mgły i nudy.

    F. Przeszłość
    Mając lat szesnaście, w wakacje pomiędzy kolejnymi klasami Hogwartu, uciekłam z domu. Żaden ze mnie rebeliant, papa wiedział o wszystkim, wcześniej wspólnie ustaliliśmy trasę mojego pościgu. Przez trzy tygodnie miałam kierować się na północ i zwiedzić niemal całą Szkocję. Czasami zdarzało mi się spać po gołym niebem - to właśnie wtedy odkryłam, że nie potrafię funkcjonować bez gorącej, wieczornej kąpieli.
    Do dzisiaj nie wiem co mnie podkusiło, nie jestem ani fanką biwakowania, ani tym bardziej typem buntownika bez powodu, nie noszę czerwonych kurtek. Chodziło chyba o test, może po prostu się nudziłam, chciałam zobaczyć czy potrafię przeżyć sama w każdych warunkach. I chyba właśnie wtedy odkryłam, że najlepiej śpi się poza domem.
    Ten dreszczyk emocji.
    Już od dawna nie widziałam własnego łóżka.



      Obecny czas to Pon Sie 21, 2017 5:44 am