Bogdan Vankov

    Share
    avatar
    Bogdan Vankov

    Liczba postów : 8
    Płeć : Male

    Bogdan Vankov

    Pisanie by Bogdan Vankov on Sob Kwi 06, 2013 1:26 am

    Bogdan Kasimir Vankov

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Bogdan Kasimir
    2. Nazwisko: Vankov
    3. Data urodzenia: 28 lutego 1990
    4. Miejsce urodzenia: Sedlovina, Kyrdżali, Bułgaria, ale złośliwi twierdzą, że akwarium
    5. Miejsce zamieszkania: Lubię w Marusi
    6. Czystość krwi: Ryby mają jeden obieg krwi
    7. Teleportacja: nie

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: Mam siostrę, z którą rozmawiam, poza tym mamę, tatę, babcię dziadka, prababcię, pradziadka i jeszcze dużo młodszego rodzeństwa, wszyscy nazywają się Olga lub Żenia, choć Syrena twierdzi inaczej, ale wszyscy wiedzą, że rybki maja słabą pamięć. Żyliśmy sobie przez lata na wsi, wielopokoleniowa rodzina, węgiel ostatnio widziano podczas wojny, takie klimaty, choć jest całkiem ciepło. W dzieciństwie mieliśmy podział obowiązków – Sveta-FETA chodziła zbierać jajka (niestety nie złote), a ja doiłem krowy. Dziadkowie byli z tych, co nie potrafią czytać, w sumie ja też niewiele się od nich różnię.
    2. Pokrewieństwo: Svetlana
    3. Status majątkowy: biedny

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Durmstrang, bractwo Ryb
    2. Referencje zawodowe: Znam ruskie disko polo, wiem, jak szmuglować tanią wódkę i umiem lepić pierogi, musi wystarczyć.
    3. Wykonywany zawód: Kierowca Marusi
    4. Zarobki: żadne

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 183 cm
    • Budowa ciała: fajna
    • Kolor oczu: niebieskie, mam to szelmowskie spojrzenie
    • Kolor włosów: ewenement na całą Bułgarię, blond
    • Cechy charakterystyczne: utopiłem w życiu już wielu marynarzy, dlatego ku pamięci (i trochę zapobiegawczo) noszę na ramieniu kotwicę, poza tym mam kolczyka w uchu, cwaniak ze mnie

    2. Opis szczegółowy: Lubię myśleć o sobie, że posiadam aryjską urodę, nie wiem, że może podczas wojny jakiś nieokrzesany Niemiec zbałamucił mi babkę. Wyglądam jak kretyn, ale najwyraźniej poza mną nikt tego nie zauważa – w Rosji ta twarz jest niezłym wabikiem na foczki. Mam też kolczyka w uchu, złotego, bo w ten sposób próbuję pokazać, że mam pieniądze w domu, chociaż DONEM to jest co najprędzej Misiek. Nie wiem, jakie zwyczaje panują tu na zachodzie, ale w moich rodzimych stronach jestem hipsterem – mam telefon z polifonią i kolorowym wyświetlaczem. W ten sposób Misiek wkupił się w rodzinę, kiedy się spiknął z Syrenką, mam naturę ekonomisty, umiem dbać o swoje interesy.
    W ogóle jesteśmy małym zoo, ja to Bugs, mamy miśka i syrenę, choć słyszałem nawet, że na tego drugiego moja siostra woła per byczek, nie chcę wiedzieć, co robią, gdy nie patrzę. Poza tym jesteśmy tez rybami (Sveta tylko w połowie) i bawimy się świetnie, wpierdalamy jakiś skrzek czy inny plankton. Jako ciekawostkę biologiczna dodam, że ryby mają tylko jeden obieg krwi, zdaje się, że jesteśmy fenomenonem tego gatunku.
    W Rosji panują zwykle srogie temperatury, ciepło w lecie, ale za to zimno w zimie, taki przykład wiedzy bezużytecznej. Inny przykład jest taki, że to nieprawda, iż dopuszczalna dawka stężenia alkoholu we krwi u człowieka wynosi tylko 5%, sprawdziliśmy już.
    Taki ze mnie Bogdan ze Zbyszkowa.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru: To ja – typ spod ciemnej gwiazdy, jeden z tych Bułgarskich tirowców, których należy wystrzegać się na drodze, jakkolwiek jeżdżę tylko wysłużoną Marusią, niemniej jednak jestem dobrym kumplem i czasem pozwalam Miszy wziąć ja na warsztat. Pirat ze mnie, kiedyś Sveta puściła mi, kiedy byłem w Marusi, Nas Nie Dogoniat, dobra nutka, ale za bardzo wziąłem sobie do serca tę dewizę. Taka sytuacja - wskazówka na liczniku dobija do setki, czujesz, jak przez twoje żyły zaczyna przepływać elektrolit, tak właśnie wygląda życie na krawędzi, wiem to najlepiej. Nie porywam jeszcze dzieci, ale lubię się bawić z nieznajomymi w „Może chcesz sprzedać nerkę, na razie pytam grzecznie?”.
    Trochę nie ogarniam życia i niczym mantrę powtarzam mam wyjebane. Ta (uwaga, trudne słowo) egzystencja to dla mnie śmieszny żart, gadam dużo i od rzeczy, jak ktoś jest poważny, to mu wpisuję to jako ułomność. Niby ze mnie miły młody człowiek, czasem mi się zdarza drzeć mordę, ale jak już skończę, to od razu mi się lepiej na serduchu robi. Taki się urodziłem, no musztarda po obiedzie. Mam ziomka Miśka, w sumie to chyba jedno z moich największych osiągnięć życiowych. Mogę się tez pochwalić siostrą, która jest gwiazdą disko, ale akurat tak się składa, że wole wyrywać dziewuszki niźli chłopców.
    Wiem, czym jest dobre pierdolnięcie, więc w mojej drugiej ojczyźnie – tej, w której przyszło mi pobierać wieloletnią naukę – dorabiam sobie jako didżej na imprezach. Zawsze chcę zapodać jakieś dobre dabstepy, ale okazuje się, że w Rosji są zabronione (propaganda taka) i kończy się na russian disco, albo rosyjskiej wersji Alexandro, z resztą w Rosji wszystko jest bardzo rosyjskie. Nawet ryba po grecku jest tam rosyjska. Ruskie mamy też pierogi. I mafię.
    Wyznaję wiele zasad, jedna z nich jest brak jakichkolwiek zasad, chociaż bardziej lubię powtarzać, że starość nie radość, a młodość nietrzeźwość. Generalnie ma być sucho, ale tu się leje za dużo spirytusu. Jestem słaby w sucharkach, ale znam za to dużo rybich przysłów, jak na przykład jeśli wejdziesz między ryby, musisz pływać jak i one. Albo ryba rybie rybą. Nie wywołuj ryb z jeziora. Ryby tylko łuski zmieniają, nie obyczaje.
    Jestem tez dobry w łyżwiarstwie figurowym, bo to chluba każdego ruska, przecież nie jestem z jakiejś mało ważnej Bułgarii.
    Prostak ze mnie, bawią mnie sprośne żarty.


    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: koks, bułgarskie tirówki, rzucanie pszenicą w mokre od wód Saraswati cycate dziwki z jedną brwią, rybołówstwo, wędkarstwo
    • Ulubione: zabawa w może chcesz sprzedać nerkę, wędkarstwo, Wilk i Zając, piosenki TATU, spirytus, granie na felgach, tagowanie, pieśni ludowe, palenie, lubię być wędzoną rybą, zakładamy wędzarnię z Misiem, makrela w oleju
    • Inne: jestem mistrzem jakimś w łyżwiarstwie figurowym, słabo znam angielski, w ogóle nie znam innego alfabetu poza cyrylicą, na siedemnaste urodziny dostałem od Miśka Volkswagena T1, dobrze jest przyjaźnić się z bogatymi


    F. Przeszłość

    Płyniemy swoja ławicą, ja, Misio i Syrena, na permanentnej zajawie, przewodnikiem nam tani spirytus i kilka gram zioła. Generalnie było tak, że całe życie z Misiem spędziliśmy w jednym pokoju w Durmie, byliśmy IKRĄ swojego bractwa, nawet chrzciliśmy pierwszaków w przeręblach, wiadomo – rybka musi pływać. Później pomieszkaliśmy trochę w Petersburgu, gdzie byłem prawdziwym komendantem melanżu, on mi zbałamucił w międzyczasie siostrę (chociaż Syreny to ponoć ani wyruchać, ani usmażyć, tego pierwszego nie mam zamiaru sprawdzać), życie jak w Madrycie (ale jednak w Rosji), koks, dziwki, spirytus, aż tu nagle przyszedł dzień moich i Misia urodzin, trochę za bardzo się zjaraliśmy i ani się obejżelismy, niespodziewanie byliśmy już w połowie podróży w nieznane. Trochę się obijaliśmy po całej Europie, zimne łokcie, ja i mój złoty kolczyk, manifestacja bogactwa, przecież takich jak nas – znaczy Misia-burżuja, mnie-didżeja i moją siostrę gwiazdę disko, jak nikogo innego stać na luksusy. Od miesiąca się tułamy, choć od kilku dni tkwimy w Amsterdamie i powoli zaczyna kończyć się mamona, nie mamy już na kawior.
    Generalnie dobrze, że nie złapała nas jeszcze policja, rzadko jesteśmy w stanie zdatnym do prowadzenia Marusi, niechętnie daje usiąść za kółkiem Miszy, no ciekawe, jak on by się czuł, gdybym to ja prowadził jego dziewczynę.
    W każdym razie – SPLENDOR I ZNISZCZENIE.


      Obecny czas to Sro Wrz 20, 2017 3:16 am