Austin Meyers

    Share
    avatar
    Austin Meyers

    Liczba postów : 5

    Austin Meyers

    Pisanie by Austin Meyers on Sob Kwi 27, 2013 5:16 pm

    Austin Meyers

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Austin John
    2. Nazwisko: Meyers
    3. Data urodzenia: 12 marca 1979 roku
    4. Miejsce urodzenia: Milton Keynes
    5. Miejsce zamieszkania: Londyn
    6. Czystość krwi: Czysta
    7. Teleportacja: tak

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina:
    Moja rodzina może należeć do prekursorów aktualnego trendu na dwa plus jeden. Kiedy jeszcze w modzie były częste brzuchy i zmęczone matki ciągnące za sobą gromadki maluchów, moja, całkiem rozsądnie z resztą stwierdziła, że dziecko - owszem tak. Ale jedno i porządnie.
    Nigdy nie miałem roszczeń o rodzeństwo. Nie czułem w sobie potrzeby posiadania młodszego, jęczącego stworzenia z którym hipotetycznie musiałbym się dzielić swoimi ulubionymi przedmiotami bądź, co gorsza, cechować odpowiedzialnością i dbać o jej (jego mniej) bezpieczeństwo.
    Od najmłodszych lat traktowano mnie poważnie, żadnego idiotycznego pobłażania czy rozczulania się nad moją osobą tylko dlatego, że słodko wyglądałem ze złotymi loczkami opadającymi na czółko. W mojej rodzinie nie było żadnych lokusi i żadnych czółek właśnie, od urodzenia zwracano się do mnie pełnymi zdaniami, w późniejszym życiu nigdy nie miałem problemów z artykulacją swoich myśli bądź wyrażaniem potrzeb. Od maleńkości moje życzenia traktowano z należytym szacunkiem, nie sądzę by kiedykolwiek czegokolwiek mi brakowało. Chciałem jest cukierki przez cały dzień? Proszę bardzo - na drugi raz tego nie zrobiłem, bo bolał mnie brzuch. Miałem ochotę nie myć zębów? Dobrze, to ja decydowałem o sięgnięciu po szczoteczkę kiedy czułem nieprzyjemny zapach i nikt nie chciał ze mną rozmawiać.
    Moi rodzice zawsze dawali mi dobry przykład. Do kolacji - wspólny posiłek zawsze był ważny - siadali ubrani elegancko. Ojciec zawsze dziękuje matce za posiłek (choć gotują skrzaty, to chyba normalne, że taka kobieta nie pała się gotowaniem) i całuje ją w czoło. Potem wspólnie czytanie w salonie, pamiętam, że jako mały chłopiec zawsze imponowały mi lektury rodzicieli i przy wyborze swoich kierowałem się ich gustem.
    Z czasem mój gust stał się taki sam.
    W weekendy zabierali mnie do Londynu. Kino, teatr, często Opera. Wystawy, wernisaże - nie przejmowali się głupimi opiniami, że jako dziecko nie docenię, nie zrozumiem - będę się nudzić. Nigdy się nie nudziłem, fascynował mnie ten wysoki świat.
    Moi rodzice żyją do dziś. Obydwoje są już na emeryturze. Matka, Maria, przez niemal czterdzieści lat była jedną z najpopularniejszych śpiewaczek jazzowych, czasem występuje by sprawić przyjemność licznym przyjaciołom, jednak nie nagrywa już płyt. Ani nie koncertuje. Zwiedziłem z nią pół świata. Ojciec, Joseph, kiedyś zarządzał imperium prasowym - ich stery oddał mi gdy skończyłem lat trzydzieści - podobnie jak kiedyś jemu dziad a przed nim pradziad. Słowo to władza, zawsze mi powtarza. Pieniądz to tylko narzędzie. A ja - czasem od razu, czasem po czasie - przekonuje się, że zawsze ma rację.
    2. Pokrewieństwo: -
    3. Status majątkowy: bardzo bogaty

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Hogwart, Ravenclaw
    2. Referencje zawodowe: Nigdy nie miałem tych problemów nękających wszystkich w okresie dojrzewania kiedy nie wiadomo kim chce się być i jak będzie wyglądać przyszłość. Będąc brzdącem często wpadałem do biura ojca wiedząc dobrze, że kiedyś będzie moim. Jasne, kiedy hormony buzowały mi we krwi, miałem długie włosy i krzyczałem, że nigdy się nie sprzedam, szybko mi przeszło.
    Poza rodzinnym imperium ojciec nauczył mnie też, że pieniądze to tylko narzędzie nie cel sam w sobie - więc często inwestuje. Posiadam restaurację, mam wpływy w kilku teatrach oraz swoje oczko w głowie. Galerię Sztuki Nowoczesnej na SoHo.
    3. Wykonywany zawód: Prezes imperium prasowego oraz właściciel kilku nieruchomości, w tym Galerii Sztuki Nowoczesnej.
    4. Zarobki: Bardzo Wysokie

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: Metr i osiemdziesiąt siedem centymetrów.
    • Budowa ciała: Atletyczna.
    • Kolor oczu: Niebieskie.
    • Kolor włosów: Blond.
    • Cechy charakterystyczne: Moja aparycja jest przyjemna, na pierwszy rzut oka nie ma w jej jednak niczego charakterystycznego. Coraz częściej noszę okulary, pod koszulą ukrywam bliznę na brzuchu. Nic poza tym.

    2. Opis szczegółowy:
    Nigdy nie miałem problemów z akceptacją swojego wyglądu - może to bardziej kobieca przypadłość, może okres kościstych kolan trwał u mnie bardzo krótko. Mój ojciec jest przystojnym mężczyzną i z dumą przyznaję, że wdałem się w niego, ciężko doszukać się we mnie delikatnych rysów matki. Jesteśmy podobnie wysocy, barczyści, o podobnym profilu i jasnych włosach. Od małego uprawialiśmy razem różne sporty. Zabierał mnie na konie, uczył grać w tenisa czy golfa, te wszystkie przyjemności pomagające rozładować stres czy dodające kilka lat życia.
    Kobiety uznają mnie za przystojnego i zabiegają o moje towarzystwo, nie przeszkadza mi to. Wręcz przeciwne, zainteresowanie płci pięknej zachęca człowieka do staranniejszego dbania o siebie. Nigdy nie chodzę z niechlujnym zarostem, nie wstydzę się korzystać z usług profesjonalistów by moje włosy wyglądały wciąż zdrowo a paznokcie nie ujmowały schludności dłoniom. Nie sądzę też by codzienna pielęgnacja w jakikolwiek sposób umniejszała mojemu poczuciu męskości, nie słucham tych wszystkich bredni o kremach umniejszających mojemu testosteronowi. Tak, to prawda. Na mojej twarzy widać już pierwsze zmarszczki, dodają mi powagi, lubię je.
    W końcu często marszczę czoło w zamyśleniu.
    Nigdy nie lubowałem się w jeansach i innych strojach rodem z klasy roboczej, żadnych kolorowych, dziwacznych czapek, bluz z kapturem, jestem dorosłym mężczyzną nie dzieckiem podszywającym się pod takiego. Preferuję elegancję, nawet na co dzień - nie znaczy to jednak, że chodzę pod krawatem dwadzieścia cztery na siedem. Smart casual, tak określę swój styl, nie ma żadnego wstydu w tym, że posiadam pokaźną garderobę i kolekcję butów sięgającą liczb trzycyfrowych.
    O mężczyźnie i jego pozycji mówi to jak wygląda, nie pozwalam sobie na gorsze dni.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru:
    Koleje życia są bardzo zabawne.
    Za młodu, kiedy to hormony są siłą napędową a głównym celem - podejrzenie przebierającej się biuściastej koleżanki, bunt pełni role przecinka w zdaniu. Nosi się długie włosy, działa idiotycznie spontanicznie, wszystko jest na nie. Snuje te durnie dumne marzenia o "byciu kimś innym".
    W końcu okazujemy się dokładnie tacy sami jak nasi rodzice.
    Często naśmiewamy się z moich dawnych 'piór' czy kurtki nabijanej ćwiekami, kiedy po coniedzielnym obiedzie nalewamy z ojcem ten sam alkohol do niskich, pękatych szklanek. Z jedną kostką lodu.
    Tradycje są ważne.
    Do wszystkiego trzeba dorosnąć - także do bycia sobą.
    Dopóty nie pojawią się na twarzy pierwsze zmarszczki ma się wrażenie bycia elastyczną gumą podatną na zmiany, miękką plasteliną możliwą do uformowania w ciepłych dłoniach.
    Będę biegał co rano.
    Będę wstawać wcześniej.
    Będę się zdrowiej odżywiać.
    Rzucę palenie.
    Zostanę prawdziwym stoikiem.
    Potem uświadamiasz sobie, że owszem. Kiedyś byłeś miękki. Uformowało Cię środowisko, rodzina, filmy i książki które czytałeś za młodu - ale wypalono Cię w piecu wieku, doświadczeń, przekonań - już nie masz na siebie wpływu.
    Nie masz wpływu na nic.
    Nie jestem kreatorem rzeczywistości, nie będę udawać, że to ja decyduję o nadejściu dnia kolejnego.
    Dbam o to, co moje. Sądy. Popędy. Pragnienia. Cele. Czytam dużo. Śpię jeszcze więcej. Dwa razy w tygodniu ćwiczę. W okresie letnim biegam co rano. Co sobota rozgrywam towarzyskie mecze tenisowe. Jestem liderem ligi golfa. Obcuję ze sztuką. Jem smacznie. Ale nie będę mieć żalu do świata jeśli jutro przejedzie mnie błędny rycerz. Nie mam na to wpływu.
    Chociaż - daleko mi do potocznej definicji stoickiego spokoju. Lubię przywłaszczać sobie rzeczy. I ludzi. Jestem rozpieszczonym jedynakiem - nie miałem na to wpływu - zawsze musi wyjść na moje. Nie lubię się dzielić. Nie przywykłem do tego by oddawać co moje. Charytatywność to tylko czek na sporą sumę wrzucany do słoja podczas wielkiej gali służącej tylko temu by się pokazać. Nikt z nas nie jest na tyle szczodry by rezygnować z tego, czego pragniemy. Na co zapracowaliśmy. O co walczyliśmy.
    Choć nie jestem pewien czy przyszło mi do tej pory stoczyć naprawdę wielki bój, o cokolwiek. Kogokolwiek. Jestem raczej dyplomatą, skrytobójcą, pająkiem pojadającym kilometry sieci. Powiązania - wiedza to władza. Słowa to władza. Pieniądze są tylko narzędziem.
    Jestem koneserem sztuki - ale nigdy nie dbałem o swoje talenta, biorę brać niż dawać.
    Jestem konformistą - także etycznym - i wbrew nauczycielom, profesorom, filozofom, nie uważam tego za coś złego. W dzisiejszych czasach ułatwia to życie. Ja nie lubię się spocić.
    Gdybym został bohaterem książki, sztuki, filmu - zapewne wcieliłbym się w czarny charakter. Zawsze uważałem, że są najciekawsi.

    2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: Golf, tenis, sztuka. Teatr, opera, kino. Jestem koneserem.
    • Ulubione: Cukierki anyżowe. To moja słabość.
    • Inne: Znam się na winie i whiskey, wolne wieczory spędzam czytając książki, lubię biegać, szczególnie latem.

    F. Przeszłość
    Urodziłem się.
    Przez pierwsze lata życia wiodłem jeden z tych beztroskich i szczęśliwych żywotów, nie naruszonych żadnym wybuchem niespodziewanej tragedii. Owszem, czasy były ciężkie - ale nas, zamieszkałych w miejscowości powstałej nieco ponad dziesięć lat przed moimi narodzinami, mających dookoła siebie bajkę jakoś to nie dotyczyło.
    Nigdy nic nas nie dotyczyło, nie bolało, jako ludzie słowa byliśmy ponad wszystkim. To my, Meyersi, mieliśmy władzę. To z nami trzeba było mieć dobre relacje. Nikt nie był na tyle głupi by próbować wymóc na nas siłą posłuszeństwo.
    Potem dorosłem i trafiłem do szkoły, kolejne bezstresowe lata, przynajmniej dla mnie. Nauka nie sprawiała mi problemów, nie miałem trudności z dostosowaniem się do zasad. Nauczyciele mnie lubili, ja darzyłem ich odpowiednim szacunkiem. Byłem prefektem, grałem też w drużynie mojego domu, dziewczęta lubiły moje towarzystwo. Owszem, był czas kiedy zbuntowałem się przeciwko jakimkolwiek wartościom, zaraz po szkole. Zapuściłem włosy i wyjechałem z Wielkiej Brytanii, pół roku przesiedziałem w Nikaragui udając bojownika o wolność i równość - tak naprawdę żyjąc w hotelu i zachwycając się miejscową kuchnią.
    Szybko wróciłem.
    Zacząłem pracę w Imperium ojca, powoli przygotowując się do jego przejęcia. Zacząłem uczestniczyć w życiu stolicy, pokazywać się na bankietach, wernisażach, premierach, samemu coraz częściej inwestując w kulturę. Kobiet znałem kilka, niektóre z nich lepiej, inne gorzej - dopiero Margit znalazła miejsce przy moim boku.
    Nie miałem problemu z wyborem pierścionka czy padnięciem na kolano. Gorzej przychodzi nam znalezienie wspólnego domu.
    Gdy skończyłem lat trzydzieści ostatecznie przejąłem co moje. Rok później kupiłem upadającą galerię i stworzyłem na jej miejscu centrum współczesnej sztuki.
    Jestem szczęśliwym człowiekiem. Nigdy nie musiałem o nic walczyć.


      Obecny czas to Wto Lip 25, 2017 3:34 pm