Marcy Pritchard

    Share
    avatar
    Marcy Pritchard

    Liczba postów : 41
    Płeć : Female

    Marcy Pritchard

    Pisanie by Marcy Pritchard on Nie Maj 05, 2013 11:48 am

    Marcy Pritchard

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Marcelyn Aurelie
    2. Nazwisko: Pritchard
    3. Data urodzenia: 1 czerwca 1988
    4. Miejsce urodzenia:Witney, Anglia
    5. Miejsce zamieszkania: Londyn, Anglia
    6. Czystość krwi: trudno powiedzieć, ale o tym później
    7. Teleportacja: tak

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina: To skomplikowane.
    Przedmieście Witney, ceglane domy z niskimi, białymi płotami i ogromnymi ogrodami, pies na podwórku, kot śpiący na kominku w salonie, aż trudno uwierzyć, że w tym małomiejskim środowisku zagnieździła się tak nietuzinkowa rodzina…  
    Mama Marcy nazywa się Julien Pritchard i jest profesorem astrofizyki. Wykłada na Oxfordzie, bada czarne dziury w galaktyce, ma krótko ścięte włosy i nosi okulary w grubych oprawkach. Druga mama nazywa się Rachel Hartell i jest lekarzem weterynarii. Pracuje w przychodni, a poza tym prowadzi mały gabinet w naszym domu. Jest też brat, starszy o całe dziesięć dni Jamie Hartell.
    Tak więc – jest Marcy, Jamie i dwie mamy, niezbyt standardowy model. Julien i Rachel poznały się podczas studiów w Oxfordzie,  a choć czasy były inne, znajomi wyrazili aprobatę wobec tego dziwnego związku. Później przyszedł czas na pracę, a razem z nim zaczął się budzić instynkt macierzyński. Obie zgodnie postanowiły, iż dawca nasienia to najlepsze rozwiązanie, toteż ciążę przechodziły razem, przez dziewięć miesięcy nosząc w brzuchach dzieci tego samego ojca. Wpierw Rachel urodziła Jamiego, ale dziesięć dni później do rodziny dołączyła Marcy.
    Marcy nigdy nie wstydziła się swojej rodziny, choć w szkole był to nierzadki powód do żartów, w Witney niemal każdy znał rodzinę Pritchard-Hartell. Problem rozwiązał się jednak wraz z nadejściem jedenastych urodzin. Zarówno Marcy jak i Jamie otrzymali listy z Hogwartu, ale pytanie, kim mógł być ich ojciec zaczęło pojawiać się dopiero później. W zamku nikt nie wiedział, z jakiej rodziny pochodzą, ale Marcy nie widziała różnicy – kochała obie mamy całym sercem i nie zamieniłaby je na żadne inne. Brata też, mimo, że czasem się z nim bije.
    2. Pokrewieństwo: -
    3. Status majątkowy: bogata

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: Hogwart, Ravenclaw
    2. Referencje zawodowe: Od najmłodszych lat przypatrywała się mamie pracującej jako weterynarz, nie mając wątpliwości, że w przyszłości będzie leczyć zwierzątka. Po drodze jednak okazało się, że jest czarodziejką, więc z biegiem lat nauki w Hogwarcie preferencje nieco uległy zmianie, cel jednak pozostał ten sam. Zaraz po ukończeniu szkoły wyjechała na pięcioletni staż do Australii, po czym podjęła pracę uzdrowicielki, jednak tęsknota za rodzinną Anglią wzięła górę, dlatego postanowiła przenieść się do Londynu.
    3. Wykonywany zawód: uzdrowicielka zwierząt magicznych ładnie brzmi
    4. Zarobki: średnie

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje


    • Wzrost: 162 centymetry
    • Budowa ciała: krągłości tylko tam, gdzie trzeba  
    • Kolor oczu: czekoladowe
    • Kolor włosów: ciemny blond
    • Cechy charakterystyczne: lubi nosić bluzy oversize z kotami i dwa długie kucyki, zbieżność z królestwem zwierząt zupełnie przypadkowa  


    2. Opis szczegółowy: Dziewczyna z sąsiedztwa.
    Rano zobaczysz ją na spacerze z psem, wolnym tempem biegnącą przez zielone alejki w pastelowych dresach. Pośle ci ciepły uśmiech, zarażając optymizmem na resztę dnia. W drodze do domu kupi chleb na zakwasie, choć na śniadanie zawsze zjada mleko z płatkami. Rozsiewa pozytywną aurę, ale wcale nie jest piękna – przeciętna do bólu. I ma wąskie usta, choć całe życie marzą się jej pełne wargi, jakie miała Marilyn Monroe. Wygląda tak niepozornie, że kiedy odezwie się swoim niskim, zachrypniętym głosem, zaczniesz rozglądać się w poszukiwaniu źródła dźwięku.
    W Hogwarcie nikt nie zwracał na nią uwagi. Wtedy jeszcze była małą, pulchną (choć to eufemizm) kuleczką z niemodnymi okularami na nosie, co automatycznie plasowało ją wśród tych sympatycznych, a nie ładnych dziewcząt. Później jednak, kiedy wyjechała na staż do Australii, poznała chłopca, który złamał jej serce. Jak się później okazało, powodem była tusza Marcy. Zamiast zakupić roczny zapas popcornu i rzewnych filmów, przy których mogłaby bezkarnie poddawać się czarnej rozpaczy, kolejny rok spędziła na dietach i ćwiczeniach, które w rezultacie zrobiły z niej nową osobę. Zaczęła zastępować okulary szkłami kontaktowymi, a niemodne jeansy wzorzystymi legginsami, popielatym włosom nadała barwę ciemnego blondu, a skóra, z uwagi na częste przebywanie na słońcu, przybrała ładny, brzoskwiniowy kolor. Po Marcy z Hogwartu nie pozostał żaden ślad…
    Jest personą charakterystyczną, która z uwagi na nieogarniętą żywiołowość zapada w pamięć. Dziennie zjada nieprzepisową ilość mandarynek, zwykle nie wiąże butów, a zdolność absorbowania wiedzy wykorzystuje na głupoty. Mimo dobrych chęci pozostaje roztrzepana i nieodpowiedzialna. Nierozważna też, ma talent do wpadania w kłopoty, ale jest dzieckiem szczęścia, toteż zwykle udaje się jej wybrnąć w jednym kawałku. Jest lepszą towarzyszką zabaw niż przyjaciółką. Nie posiada głębszej filozofii życiowej, jest chaotyczna, dużo gestykuluje, dużo się śmieje. Przez nieuwagę wielokrotnie pomijała najistotniejsze szczegóły czy popełniała gafy. Ceni sobie niezależność i nie lubi podlegać jakimkolwiek regułom. Słucha jakiś cudactw muzycznych, rzucając nazwami zespołów, których nawet nie jesteś w stanie powtórzyć. Wszędzie się plącze ze swoim shortboardem, a poza tym jest trochę egzaltowanym, dużym dzieckiem.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru: Chcesz ją poznać.
    Nie magnetyzuje spojrzeniem, nie sprawia, że wodzisz za nią wzrokiem, nie przyspiesza rytmu twojego serca, nie wywołuje motylków w brzuchu, nie sprawia, że twoje policzki pokrywają się szkarłatnym rumieńcem. Mimo tego – chcesz ją poznać. Codziennie podąża przed siebie uśmiechnięta, naciągając na uszy słuchawki większe o samej siebie i nieudolnie podskakując w rytmie muzyki, potykając się o własne nogi. Bardziej jak dwudziestoczteroletnią kobietę przypomina małą dziewczynkę, która zakładając skarpetki nie do pary wzbudza w postronnych syndrom starszego rodzeństwa… bądź też, w skrajnych przypadkach, ściąga na siebie nieprzychylne spojrzenia, wołające o pomstę do nieba. Często, kiedy wydaje się jej, że nikt nie patrzy, tańczy jak epileptyczka, spoglądając prosto w słońce i rozsiewając po świecie bakcyla pozytywnej energii.
    Wygląda niepoważnie, kiedy przy swoim niezbyt pokaźnym wzroście przepycha się łokciami na zatłoczonej stacji metra, śmiejąc się przy tym jak mysz do sera. Małe, pozornie nieistotne rzeczy sprawiają jej największą radość, którą chce się dzielić ze światem. Odda potrzebującemu swój bilet autobusowy, jazdę na gapę uważając za przednią rozrywkę, poczęstuje żula papierosem, odwzajemniając jego bezzębny uśmiech (istnieje reguła, że jeśli w promieniu kilku metrów znajduje się więcej osób, i tak zawsze to ona zostanie wybranką), przepuści niecierpliwą, starszą panią w kolejce w warzywniaku, uznając, że nic się nie stanie, jeśli w tym czasie przesłucha o jedną piosenkę więcej. Gdy przypadkiem znajdzie się na meczu, będzie wykrzykiwać przyśpiewki, których nie zna, a podczas koncertu to właśnie ją poniosą na rękach. Posiada znajomych wśród wszystkich warstw społecznych, gdyż z reguły nie przekreśla ludzi przed startem, nie darzy jednak całej społeczności ludzkiej miłością bezwarunkową. Jej prostolinijna natura, choć czasem może wydawać się zbyt bezpośrednia, szokująca lub niesmaczna (to jedna z tych osób, które nie mają problemów z przeplataniem rozmowy o kreskówkach tudzież komiksach uwagami na temat ulubionych pozycji seksualnych) raczej nie rodzi pejoratywnych emocji. Kreuje jedynie wolnego ducha, trochę nieokrzesanego, trochę zagubionego, ale to właśnie od Marcy powinno brać się korepetycje ze szkoły życia. Nie zaprząta sobie głowy powierzchownymi wartościami, jest oddana swoim ideom i nie bierze na serio opinii publicznej, podążając za tym, co dyktuje jej narząd oficjalnie odpowiedzialny wyłącznie za pompowanie krwi w tętnice.
    Mentalność Marcy to zlepek przypadkowych, niepasujących do siebie cech. Jest nierzeczywista. To eksperyment, podła manipulacja Matki Natury, która narzekając na nudę postanowiła zamknąć chaos w tym śmiesznym ciele. Składa się ze skrajności, jak ogień i woda, cisza i zgiełk, dzień i noc, piękno i brzydota, proza i poezja. Gdyby miała trzecie imię, zapewne brzmiałoby ono Spontaniczność. Poddaje się chwili, płynie z prądem, jeśli ma na to ochotę, by po chwili ciskać gromami we wszystkich, którzy narzucają jej swoją wolę. Woli działać na własną rękę, co zapewne wynika z niezmierzonych pokładów piekielnej ambicji i niewygasającej chęci stawiania sobie poprzeczki coraz to wyżej i wyżej. O ile jednak nie pozwala wkraczać na swoje pole działania obcej parze butów, chętnie służy pomocą innym… w ramach zdrowego rozsądku. Nie daje się wykorzystywać. W sytuacjach krytycznych wpada w niepochamowaną złość, by chwilę później chillować z papierosem w ustach i zastanawiać się, co właściwie ją napadło.
    Jest niezdecydowana, ale wie, czego nie chce. Kiepskiej pogody w weekend, oglądania tego samego filmu po raz drugi (cóż za marnotrawstwo czasu, przecież jest jeszcze tyle innych, które chce zobaczyć), zombie apokalipsy, zupy grochowej na obiad i innych, nieistotnych rzeczy. Nie ma wielkich planów, bo życie toczy się tu i teraz, ona chce się bawić i być niepoważną. Jest gotowa w każdej chwili ruszyć w nieznane, uważając bagaż za zbędny ekwipunek – wystarczy jej ten z doświadczeniami. Powiedz, że nigdy nie jadłeś prawdziwych, amerykańskich naleśników, a zabierze cię tam, gdzie je serwują. Powiedz, że nie jechałeś nigdy rollercoasterem, a piętnaście minut później będziecie w drodze do wesołego miasteczka. Żadna chwila spędzona w jej towarzystwie nie jest marnotrawstwem czasu. Patrzy na świat do góry nogami, od podszewki, bombardując postronnych swoimi absurdalnymi spostrzeżeniami, nie jest jednak głosicielką świeżych poglądów filozoficznych, wychodząc z założenia, że w tym temacie wszystko już zostało powiedziane, a kolejne próby są tylko odnawianiem starych teorii. Nie narzuca nikomu swojej woli, pozwala trwać obok i odejść, jeśli zajdzie taka potrzeba.
    Ma nieznośną manierę przywłaszczania sobie cudzych przedmiotów, które uzna za interesujące. Kocha się w abstrakcjonizmie i uwielbia palić papierosy w wannie, zwłaszcza podczas długich, ciepłych kąpieli z dużą ilością piany. Czyta komiksy, ogląda kreskówki, bawi się syntezatorem, bije się z bratem, chadza na hulaszcze imprezy. Nie ma sprecyzowanego gustu muzycznego, na jej iPodzie można znaleźć zarówno true norwegian black metal, rockn’n’rolla, hard rocka, jak i muzykę eksperymentalną, psychodeliczną, ambient, bądź elektronikę. Namiętnie grywa w gry komputerowe pobijając rekordy niejednego przedstawiciela płci przeciwnej i jest fanką PS3, marnuje godziny grając w jakieś beznadziejne gry. Rzadko sięga lektury, częściej zaglądając na półkę z filmami. Lubi czarne komedie i stare bajki Disneya. Ubrania nosi wyłącznie w rozmiarze XXL, wygląda więc jak chodzący worek kartofli.

    2. Ciekawostki:


    • Zainteresowania: Rozmowy nawiązywane w kolejkach do warzywniaka
    • Ulubione: MOPSY i inne zwierzęta,  PlayStation3, mandarynki, Australia, swetry oversize z kotami, amerykańskie pancakes, rollercoastery, chleb na zakwasie, szczerość, wielkie słuchawki, babeczki, herbata z mlekiem i miodem, bajki Disneya, anime, rysowanie, czekolada, piwo
    • Inne: Kolekcjonuje guziki zebrane na ulicy, jest wegetarianką, potrafi grać na syntezatorze i ponad wszystko kocha swojego mopsa z jednym okiem, Cyklopa.


    F. Przeszłość  

    W życiu każdego dziecka, które nie zna swojego ojca, przychodzi taki moment, iż nie potrafi dalej żyć w niewiedzy. Marcy i Jamie mieli szesnaście lat, kiedy zaczęli szukać, to brzmi tak dramatycznie i nieprofesjonalnie, swojego dawcy nasienie. Niestety, los im nie sprzyjał, a po wakacjach trzeba było wracać do Hogwartu, gdzie poszukiwania były znacznie bardziej utrudnione. Kolejną próbę podjęli podczas następnych wakacji – ale i tym razem bezskutecznie. Potrójne niepowodzenie przesądziło o zaniechaniu akcji, a oliw do ognia dolały mamy, które odkrywszy play swoich pociech, nie wydawały się zbyt zadowolone. I tak ojciec pozostaje nieznany do dziś, nie wiadomo nawet, czy był czarodziejem, czy po prostu przekazał dzieciom dobre geny…
    Później Marcy skończyła szkołę i zaraz po wakacjach wyjechała do ciepłej Australii na pięcioletni staż. Zawsze chciała zwiedzić tę wyspę, pełną egzotycznych gatunków zwierząt, które w Wielkiej Brytanii mogła oglądać tylko w zoo. Szczepiła jednorożce, leczyła smoki, ale też karmiła szpiczaki i uczyła się języków stworzeń takich jak trytony czy trolle. Zakochała się nawet, choć bez wzajemności, ale złamane serce wyszło jej na dobre.
    Ważnym wydarzeniem w jej życiu było pojawienie się Cyklopa, dokładnie dwa i pół roku temu. Mopsik był jednym ze szczeniąt w miocie suczki, należącej do dobrej koleżanki Marcy. Niestety, urodził się bez jednego oka, przez co dziewczyna obawiała się, iż nie znajdzie dla siebie domu. Kiedy Marcy ujrzała go po raz pierwszy, jak nieporadnie przemierzał przez salon, zakochała się po uszy i przygarnęła szczeniaka. Od tamtej pory są nierozłączni.
    Zawsze wydawało się jej, że w Australii zostanie na zawsze. Tęsknota wzięła jednak górę nad przekonaniami i po niemal sześciu latach postanowiła wrócić do Anglii, zatrzymując się w Londynie. Teraz szuka pracy, mieszkania i odnawia stare kontakty.  



      Obecny czas to Pon Gru 18, 2017 1:46 pm