Jolene Astor

    Share
    avatar
    Jolene Astor

    Liczba postów : 100
    Płeć : Male

    Jolene Astor

    Pisanie by Jolene Astor on Czw Lip 11, 2013 5:03 pm

    Jolene Astor

    A. Dane personalne

    1. Imiona: Jolene Mary
    2. Nazwisko: Astor
    3. Data urodzenia: 15 XII 1992
    4. Miejsce urodzenia: Austin, Texas
    5. Miejsce zamieszkania: I <3 London
    6. Czystość krwi: kto wie?
    7. Teleportacja: tak

    B. Więzy rodzinne

    1. Rodzina:
    Jestem wnuczką Mary Astor.
    I zapewne większość z was wzruszy ramionami mówiąc 'no w porządku, ja też mam/miałem babcię', w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko o prawdziwego znawcę kina, chociaż każdy na prawo i lewo przechwala się jaki to ma doskonały gust i jakich filmów to on nie widział.
    Moja babcia była gwiazdą - i gdyby nie to zapewne nigdy bym się nie urodziła. Nie poznałam jej osobiście, nie widziałam wszystkich filmów w których wystąpiła - jej Oscar stoi w gabinecie mojego taty, mam kilka fotek z jej gwiazdą w alei sław.
    Gdyby nie wygrany konkurs piękności i udany debiut filmowy zapewne do końca życia byłaby Lucille Langhanke, nie miałaby pięciu mężów i nawet jeśli adoptowałaby jakiegoś syna to pewnie miałby niewiele wspólnego z moim ojcem.
    A mój tata jest człowiekiem naprawdę wyjątkowym. Urodził się, najprawdopodobniej w roku tysiąc dziewięćset czterdziestym siódmym, którego dokładnie - niezbyt bardzo wiadomo. Dlatego jako datę urodzin zawsze obchodzimy piętnastego maja, bowiem właśnie wtedy po raz pierwszy trafił w ręce Mary. I od tamtej chwili byli praktycznie nierozłączni. Przynajmniej do momentu kiedy okazało się, że jest czarodziejem, no zdarza się. Co prawda skończył szkołę magii, przyznam jednak szczerze, że jest chyba najbardziej mugolskim czarodziejem jakiego znam i jestem prawie pewna, że nie ma nawet różdżki. Jest też absolutnie najcieplejszym człowiekiem jaki chodzi po tej ziemi, szczerze go uwielbiam. I nie znam nikogo kto nie nie czułby wobec niego tego samego! Odkąd pamiętam - zawsze był tuż obok mnie. Trzymał za rękę kiedy bałam się przechodzić przez ulicę, czytał bajki na dobranoc, piekł ciasteczka na zawołanie a co rano wspólnie jedliśmy płatki z mlekiem. Jestem jego małą księżniczką, wcale się tego nie wtydzę, często przy nim chodzę w koronie. Kiedy byłam mniejsza, moją ulubioną zabawą była herbatka na dworze. Ubierałam sukienki z falbanami, na głowie korona, w dłoni berło. Wokół stoliczka układałam misie i lalki, a naprzeciw mnie siedział mądry król, mój tata, z równie strojną ozdobą na głowie oraz pięknym, purpurowym płaszczu zarzuconym na ramiona. Wspólnie rządziliśmy naszym wielkim Królestwem.
    Czyli ogromną farmą oddaloną o jakieś sto mil od Austin, w wolnym czasie papa ceni sobie prywatność.
    Podejrzewam, że jest gejem. Znaczy, to nie tak, że któregoś poranka spotkałam w łazience młodego Alvaro czy do śniadanek dołączał jakiś Don, ale równie dobrze nie spotkałam żadnej Cindy czy innej bezmózgiej modelki, a uwierzcie mi. Takich połowę młodszych cycatych blondynek śliniących się do mojego ojca jest naprawdę sporo. Wszystkie są jednak ignorowane a kilka razy w tygodniu obiedzie pojawia się wujek Hank, no coś musi być na rzeczy! Lubię Hanka, naprawdę, kiedy byłam młodsza często zabierał mnie do zoo, teraz chodzimy razem do kina i na zakupy (nikt nie dobiera tak dobrze butów!), pozwalam jednak zachować tacie tę strefę życia tylko dla siebie. To chyba ważne, znać równowagę. By nie podcinać sobie skrzydeł z miłosci. Wiem, że Robert zawsze jest za mną ale od czasu do czasu musi mi pozwolić na jakiś upadek.
    Och. I nie powiedziałam o tym w końcu, pewnie każdy z was zastanawia się teraz czym się zajmuje, skoro mamy tę ogromną farmę, kupował mi masę sukienek, korony a na dodatek miał czas czytać bajeczki na dobranoc. Oprócz dbania o mnie, Rudolpha i Valentino (naszych dwóch chartów) oczywiście. Jest piosenkarzem. Na wyspach pewnie nigdy o nim nie słyszeliście bo z tego co mi wiadomo Country to nie wasze klimaty, ale zaufanie mi. Za oceanem każdy wie kim jest Robert Astor. Mogę się założyć, że nawet wy znacie chociaż jedną jego piosenkę nawet o tym nie wiedząc, czasami używają ich do różnych filmów.
    Nic dziwnego, że i córeczce Tego Astora zdarzyło się nagrać płytę. Czy cztery. Pięć licząc jeszcze album świąteczny.

    Ach.
    Zapomniałabym.
    Mama.
    Znaczy, oczywistym jest, że do poczęcia potrzebne są raczej dwie osoby i mamę owszem, mam. Znaczy, mówię do niej po imieniu (Brenda) i traktuję raczej jak ciotkę, przyjaciółkę rodziny zza wielkiej wody, czasem nawet zdarza mi się zapomnieć, że to ona mnie urodziła... Chociaż jesteśmy do siebie dość podobne. Nie wiem czy jestem biologiczną córką Roberta, nigdy nie pytałam o warunki umowy pomiędzy ich dwójką, naprawdę niezbyt mnie to interesuje. Bo i po co się zagłębiać w takie szczegóły - jestem. To najważniejsze.
    2. Pokrewieństwo: -
    3. Status majątkowy: bogaty

    C. Kariera

    1. Ukończona szkoła: AAM - American Academy o Magic
    2. Referencje zawodowe:
    STUDIA! W dzikim kraju zwanym Ameryką jestem dość popularna i to nie tylko dlatego, że moim tatusiem jest Robert Astor. Zaczęło się niewinnie kiedy miałam jakieś osiem lat, zaśpiewałam w jednej piosence papy i nawet mi się spodobało. Jak miałam jedenaście nagrałam pierwszy album, potem w czasach szkolnych kolejne dwa, w wakacje dawaliśmy z tatą koncerty - to jak wakacje, jeździ się po całych stanach i wszyscy Cię kochają - był nawet jakiś album świąteczny. Złote dziecko, tak na mnie mówili i wysyłali cukierki, w żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało - a i fajnie jest mieć własne pieniądze.
    Szał zaczął się kiedy skończyłam szkołę i nagrałam swój pierwszy, całkowicie samodzielny album. Nagle zaczęto czatować na mnie absolutnie wszędzie, wyjechanie poza teren farmy czy wyjście z mieszkania okazało się niemożliwe bez tysiąca zdjęć, nie mówiąc już o jakimkolwiek normalnym funkcjonowaniu, wyjściu do kawiarni na sernik czy spotkaniu z przyjaciółmi. Każde, chociaż najmniejsze potknięcie wytykano mi na pierwszych stronach gazet, daleko mi co prawda do upadłych gwiazdek pokroju Lohan czy Cyrus ale uwierzcie mi, ciężko dorosnąć z etykietki Złotej Córki Ameryki.
    Dlatego wspólnie z tatą podjęliśmy decyzję, że studia w Hogwarcie są najlepszym wyjściem. Tutaj raczej nikt mnie nie zna i chociaż sernik amerykański mogę dostać jedynie w starbaksie - to niewielka cena za święty spokój.
    3. Wykonywany zawód: piosenkarka na emeryturze
    4. Zarobki: wysokie

    C1. Studia

    1. Wyniki owutemów:
    ZAKLĘCIA P
    OBRONA PRZED CZARNĄ MAGIĄ N
    TRANSMUTACJA  W
    ELIKSIRY  O
    ZIELARSTWO W
    OPIEKA NAD MAGICZNYMI STWORZENIAMI P
    NUMEROLOGIA P
    STAROŻYTNE RUNY W
    2. Kierunek studiów: uzupełnia administrator
    3. Rok studiów:

    D. Wygląd

    1. Podstawowe informacje


    • Wzrost: Sto sześdziesiąt cztery centymetry.
    • Budowa ciała: Łohohoho, ponętna.
    • Kolor oczu: Szmaragdowa zieleń.
    • Kolor włosów: Kasztanowe, całkowicie naturalne, tak uprzedzę pytania.
    • Cechy charakterystyczne: Jestem tekstem piosenki.


    2. Opis szczegółowy:
    Your beauty is beyond compare
    With flaming locks of auburn hair
    With ivory skin and eyes of emerald green
    Your smile is like a breath of spring
    Your voice is soft like summer rain
    And I cannot compete with you, Jolene.

    Jestem przekonana, że każde z was słyszało kiedyś tę piosenkę, nawet jeśli nie w wykonaniu nieśmiertelnej Dolly i jej plastikowych cycków - wersji jest cała masa. Nie wiem czy mój ojciec miał pod ręką wehikuł czasu czy po prostu, niesamowitą intulicję - bo i owszem, Brenda ma jasną skórę, a oczy jej zielone, ale skąd wiedział, że będę mieć kasztanowe włosy? Za każdym razem kiedy słyszę tę piosenkę (a uwierzcie mi, to zdarza się bardzo często) uśmiecham się pod nosem, co za zabawny zbieg okoliczności.
    Nie wiem czy mój uśmiech ma coś wspólnego z tchnieniem wiosny, wiem za to, że robi mi się wtedy dołek w policzku i wszyscy twierdzą, że wygląda to uroczo. Podobnie, nie mam pojęcia jak brzmi letni deszcz (szumiąco?), głos mam jednak całkiem niezły. W końcu bez powodu nie nagrałam tych wszystkich płyt.
    No dobra, w dzisiejszych czasach byle blondynka może nagrać płytę, magia technologii, zapewniam jednak, że wyciągam wysokie partie i na koncertach nie potrzebowałam playbacku jak Rihanna czy inna wielka gwiazdka pop.
    Zgadzam się jednak, niewiele jest dziewcząt które mogłyby ze mną rywalizować. Może dlatego, że w przeciwieństwie do nich raczej nie mam kompleksów, nie dbać rygorystycznie o wagę, nie liczę wiecznie kalorii, nie patrzę w lustro z przerażeniem i nie gaszę światła podczas seksu tylko dlatego, że moje uda mogą się komuś nie spodobać. Czasem dziewczyny są naprawdę strasznie durne, na bogów, skoro całuje to znaczy, że chce, czy to naprawdę takie istotne czyj tyłek jest węższy? Jestem kobietą, wiadomo, to ja będę rodzić dzieci, szersza miednica to raczej oczywiste!
    Nie czytam durnych gazetek pokroju Cosmo, więc raczej nie zagłębiam się w to czy jestem gruszką, jabłkiem a może truskawką. Wszystko jest na swoim miejscu, proporcjonalne. Cycki - spore, tyłek - nie obwisa, wcięcie w talii jak się patrzy, projektanci zawsze lubili mnie ubierać bo na mnie po prostu wszystko dobrze leży. Lubię za to modę bo lubię ładnie wyglądać. Markowe ubrania, drogie kosmetyki, mam do tego słabość i potrafię godzinami siedzieć w łazience smarując się kolejnymi olejkami, to bardzo przyjemne. Zwiewne sukienki, w Teksasie zawsze jest ciepło, włosy upinam do góry jak na mieszkankę tych terenów przystało. Nie lubię za to butów na wysokim obcasie. Są po prostu niewygodne. Ok, rozumiem, noga nigdy nie wygląda tak ładnie jak w nich - ale chrzanić francuski i ich cierpienie dla piękna, znacznie lepiej wygląda zrelaksowana, uśmiechnięta dziewczyna w balerinkach czy sandałkach niźli zbolała, przewracająca się po każdym kroku laska w super szpilkach od Maloho Blahnika.
    Jestem bardzo wygodnicka, nie przypominam sobie momentu w którym zrobiłam coś tylko po to by się komuś przypodobać.

    E. Charakter

    1. Opis charakteru:
    Jolene
    Ah, La, La, La, La, La
    Jolene
    Been so long since I seen your face
    or felt a part of this human race
    I've been living out of this here suitcase for way too long
    A man needs something he can hold onto
    A nine pound hammer or a woman like you
    Either one of them things will do
    Jolene

    Czy wiecie, że słowo wamp stworzyła Theda Bara? Pierwsza aktorka w historii kinematografii która wręcz ociekała seksapilem, specjalizująca się w rolach kobiet-wampirów, sprowadzających mężczyzn na manowce i niosących prawdziwą zgubę.
    To tylko jedna z wielu ciekawostek zalegających w mojej głowie, wiedza pozornie bezużyteczna, jest tam tego cała masa. Nie wiem z czego to wynika, czy to fakt bycia córką mojego ojca (który absolutnie kocha historię przemysłu rozrywkowego, ma całą kolekcję sukienek gwiazd epoki kina niemego oraz jedną z gitar Johnny'ego Casha. June była super, zawsze przynosiła mi piekne, porcelanowe lalki, naprawdę było mi smutno kiedy umarli), czy ta amerykańska mentalność, zapytanie głowy tysiącem informacji mogących z nas zrobić mistrzów konwersacji, jednocześnie nie wiedząc gdzie leży chociażby taka Szwajcaria.
    Uprzedzając przytyki - dobrze wiem gdzie leży Szwajcaria.
    Jestem w połowie brytyjką, mój wielki umysł nigdy nie da mi o tym zapomnieć. Nie, żebym coś insynuowała mojemu tacie, jest naprawdę mądrym facetem i zawsze ogrywa mnie w scrabble (ach, SAT i te bezsensowne przygotowania) - ale to prawda, przeciętny Amerykanin jest znacznie głupszy od zwykłego Brytyjczyka (chociaż i oni nie grzeszą specjalną mądrością). Ja od małego wykazywałam się, no nazwijmy to, nieprzeciętnymi umiejętnościami, w szkole też łapałam szybciej niż inni (przez co siedziałam zawsze w ostatnim rzędzie i czytałam pod ławką swoje książeczki by nie umrzeć z nudów). W teście na inteligencję wyszło mi IQ 171 - zrobiło się wokół tego wielkie halo, ale ja przyjęłam to tylko wzruszeniem ramion. Dobrze wiedziałam, że jestem mądra, światek papieru nie jest na to żadnym dowodem. Co najzabawniejsze, zawsze chciałam mieć ponad sto siedemdziesiąt. Tyle, że centymetrów.
    Kiedy byłam młodsza marzyłam by zdobyć kiedyś medal Fieldsa. Oraz nagrodę Abela. Kto wie, może wciąż mam szansę?
    Nie jest to jednak jedna z tych historii o mądrej acz nieporadnej życiowo dziewczynie, która nie miała przyjaciół a biblioteka jedynym schronieniem. Nikt mi nigdy nie wcisnął głowy do szkolnej toalety - co więcej, jestem prawie pewna, że takie praktyki to tylko na srebrnym ekranie.
    Byłam, jestem dość popularną dziewczyną. Jasne, zawsze brałam pod uwagę fakt, że większość moich znajomych rozmawia ze mną tylko przez wygląd na mojego ojca czy tak to kilka nagranych piosenek - nie wydaje mi się jednak by był to jedyny powód mojego braku samotności. Jestem zabawna, serio. Co prawda, to dość wymagający rodzaj komizmu, sporo we mnie szyderczości, ale mam naprawdę ogromny dystans do swojej osoby, autoironia ponad wszystko. Jasne. Jestem trochę zapatrzona w siebie, sporo we mnie egocentryzmu a wszystko to chcę na już. Przecież tkwi we mnie ta mała księżniczka. Nie sądzę jednak, przynajmniej mam taką nadzieję, nie przekraczam nigdy granicy zdrowego egoizmu. Dbam o siebie, prawda. Ale nie kosztem innych. To byłoby strasznie słabe.
    Słyszy się czasem, że asertywność nie istnieje. W porządku, może nie istnieć, nie mam jednak problemów z mówieniem nie. Nigdy nie robię niczego wbrew sobie. Nawet kiedy ludzie pukają się w głowę, krzycząc "co ja najlepszego robię" (bo chociażby wyjeżdżam z Ameryki i zawieszam karierę by sobie postudiować w Hogwarcie) - nie przywiązuje do tego nawet najmniejszej wagi. Jestem pewna siebie. Jestem pewna tego co robię. I nawet nie będę kryć, to wszystko zasługa mojego taty. Wiem, że niezależnie od wszystkiego zawsze znajdzie się obok mnie by pomóc mi się podnieść.
    Bardzo współczuję swoim znajomym, nie wiem czy jakikolwiek mężczyzna może się równać z moim papą. Nie żebym była tutaj jakimś przykładem wiecznej zakonnicy, nigdy jednak nie wychodzę poza sferę fizyczną, emocjonalny angaż, jakieś miłości, to znam raczej z filmów. Poza tym, przykro mi. Taylor Swift zajęła cały rynek ckliwych piosenek o złamanych sercach. Nawet jakbym się niewiadomo jak starała to nigdy nie będę tak głęboka jak ona, więc po co próbować?
    Szesnastego maja tysiąc dziewięćset dwudziestego dziewiątego roku po raz pierwszy rozdano Oscary - pierwszą aktorką pierwszoplanową uchoronowaną tą statuetką była Janet Gaynor, miedzy innymi za udział w Sunrise Murnau'a. Moja babcia zdobyła swoją piętnaście lat poźniej. Ot, ciekawostka.

    2. Ciekawostki:


    • Zainteresowania: Matematyka, języki obce i - to mam po tacie - historia szeroko rozumianej popkultury. Znam dużo ciekawostek na różne tematy, jest do dość pomocne we wszelkiego rodzaju przekomażaniach. No i zawsze wygrywam zakłady. Zawsze.
    • Ulubione: Cukierki maślane i te czekoladowe z grubymi, kolorowymi skorupkami cukrowymi. Sernik amerykański (w Londynie dostępny jedynie w Starbucksie), herbata z hibiskusem (koniecznie z fair trade!), pastelowe kolory oraz zespoły miesiąca. W lipcu słucham Crystal Fighters, są super.
    • Inne: Chodziłam do szkoły muzycznej więc naprawdę dobrze gram na gitarze i pianinie, ale to nie jest informacja którą dziele się z całym światem.


    F. Przeszłość  
    Urodziłam się w pięćdziesiątą trzecią rocznicę premiery Przeminęło z Wiatrem, nie sądzę jednak, że to w wybitny sposób wpłynęło na moje życie czy w jakikolwiek sposób je uwarunkowało. Jak każda mała księżniczka co rano jadłam z tatą płatki z mlekiem (nieistotne czy na naszym ranczo czy też w jednym z wielu hoteli podczas tras koncertowych, nigdy nie zostawił mnie samej. Powiem wiecej, oglądanie jego koncertów zza kulis to jedne z najlepszych wspomnień dzieciństwa. Od kiedy jestem na świecie nie daje ich o wybitnie późnych porach i zawsze żartuje po nich, że nie może udzielać wywiadów dopoty nie przeczyta mi bajki na dobranoc), w czasie lunchu odcinał mi skórki od kanapek z masłem orzechowym i dżemem, naprawdę było mi błogo. Śpiewanie też było zawsze czymś naturalnym, nikt mnie do tego nie zmuszał, żadnej presji. Pewnie wy wszyscy absolwenci Hogwartu się zastanawiacie jakim cudem udało mi się skończyć szkołę magii na równi ze szkołą muzyczną i nagrywaniem płyt - u nas nie jest tak rygorystycznie jak na wyspach, po zajeciach mogłam robić co chciałam.
    Szczerzę jednak gardzę nagonką na moje życie, stąd decyzja o przeprowadzce.
    No i - zawsze fascynował mnie trytoński!

      Similar topics

      -

      Obecny czas to Pią Paź 20, 2017 10:56 pm