Charlotte Langdon

    Share
    avatar
    Lottie Langdon

    Liczba postów : 11
    Płeć : Female

    Charlotte Langdon

    Pisanie by Lottie Langdon on Czw Lis 28, 2013 3:41 pm

    Charlotte Langdon

       A. Dane personalne

       1. Imiona: Charlotte Calandra
       2. Nazwisko: Langdon
       3. Data urodzenia: 24/12/89
       4. Miejsce urodzenia: chyba Liverpool
       5. Miejsce zamieszkania: Londyn
       6. Czystość krwi: nieznana, ale sądzę, że w 3/4 czysta
       7. Teleportacja: tak

       B. Więzy rodzinne

       1. Rodzina: Kiedyś słyszałam, że mam matkę, dawno przestałam wierzyć w te bzdury. Moją jedyną rodziną była babcia, i dziadek, lecz go nie pamiętam. Zmarł na raka zanim w ogóle nauczyłam się mówić pełnymi zdaniami. Wiem, że wiedli życie pełne szczęścia, a dla mnie to jedna z ważniejszych rzeczy, i jeszcze zdrowie. Nigdy nie interesowały mnie pieniądze. Jeśli wystarcza na podstawowe potrzeby to jest okej. Wrócę do babci, tudzież Stephanie dla niektórych. Pracowała w zwykłym spożywczaku w Liverpoolu, nam funtów wystarczało. Ubierała mnie, karmiła i kupowała klisze do aparatu. Dla siedmiolatki bomba. W latach późniejszych również bomba. Kiedy brakowało pieniędzy babcia często imała się różnych dodatkowych zajęć. Nikt mi nie wmówi, że z nią byłoby lepiej.
    Kiedy uganiałam się za miłością po Holandii babunia zachorowała. Wróciłam oczywiście, jakże by inaczej, ale po kilku miesiącach zostałam bez rodziny. I tak żyję od roku ponad. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się odnaleźć tatę. Próbuję nie myśleć o tym, że on wie o mnie, tylko mnie wcale nie chciał, tak samo jak ona, i może ma jeszcze dzieci inne, takie szczęśliwe, i może w dodatku znam ich i nie lubię. Chujowo jest nie znać ojca ani matki, nie wiem, nawet jest prawdopodobne, że minęłam się z nim wczoraj przechodząc przez ulicę.
       2. Pokrewieństwo: nic o tym nie wiem
       3. Status majątkowy: biedny

       C. Kariera

       1. Ukończona szkoła: Ravenclaw
       2. Referencje zawodowe: Mój pierwszy aparat to stara mugolska lustrzanka analogowa. Wpisuję do preferencji zawodowych, wszakże rzecz bardzo ważna, od tego moja historia z fotografią się zaczyna. Do siedemnastego roku życia robiłam zdjęcia amatorsko. Nie podczepiłam się pod żadne pismo, nie odbyłam stażu czy czegoś podobnego. Dopiero po ukończeniu szkoły, gdy wyjechałam do Holandii, podjęłam decyzję o zostaniu profesjonalnym fotografem. Łatwo nie było – nie miałam znajomości, żadnego punktu zaczepienia, kompletnie nic. Próbowałam długo, zostawiałam swoje portfolio w wielu magicznych oraz mugolskich miejscach. Zachwyt był, czasem dupę urywało, lecz bez odzewu aż do momentu, gdzie nie miałam, co do ust włożyć prawie (pracowałam wyłącznie na pół etatu jako kelnerka) zaproponowano mi sesję zdjęciową dla mugolskiego miesięcznika. Wystarczył tylko ponad rok, by wiedziano jak się nazywam i zapraszano mnie na sesję zdjęciowe oraz pokazy w Holandii. Na chwilę obecną moje nazwisko już coś znaczy na całym świecie pomimo mojego niskiego wzrostu jak na modelkę.
    Byłam na okładce holenderskiego Vogue’a i wielu innych magazynów. Obecnie jestem ambasadorką pewnej marki kosmetyków i linii ubrań za oceanem, którą poniekąd współtworzę.
    Nadal zajmuję się amatorsko fotografią i nie rozsyłam już swojego portfolio. Wzięłam to, co mi dali, a marzenia zepchnęłam gdzieś daleko.
       3. Wykonywany zawód: modelka
       4. Zarobki: wysokie

     
       D. Wygląd

       1. Podstawowe informacje

    • Wzrost: 172 cm
    • Budowa ciała: jest okej
    • Kolor oczu: zielony
    • Kolor włosów: ciemny brąz
    • Cechy charakterystyczne: czerwona szminka
         
    2. Opis szczegółowy: Ustnik papierosa ubrudzony szminką w kolorze czerwonego wina. Nigdzie się nie śpieszę, spalam go powoli. Zamykam powieki, na których są ciemne cienie i czarny eyeliner. Wypuszczam dym i rozmawiam ze swoim towarzyszem, udając znudzoną światem, chociaż mam wrażenie, że to ja zostałam przeżuta i wypluta wieki temu. Nie mam szczęścia wypisanego na twarzy. Jako dziecko nie tryskałam energią i wolałam mieć jedną wierną osobę niż pięć fałszywych przyjaciółek. Może i sprawiam nieco wrażenie zadufanej w sobie, niech myślą, co chcą. Nie gardzę innymi, po prostu nie mam ochoty na kolejną przymusową rozmowę.
    Chyba nie lubię patrzeć w lustro. Nie mam ani blond włosów, długich nóg czy dużych cycków. Nie narzekam na to w co mnie wyposażyła matka natura, jednak kilka rzeczy, jeśli tylko bym mogła, bym w sobie zmieniła. Czasem za bardzo biorę do siebie bezpodstawny hejt, czy hejt w ogóle, potem jednak zasypiam raz lub dwa i robię swoje. Ubieram się nieco hipstersko, to chyba odpowiednie słowo. Łączę retro ze współczesnością, tak sądzę. Współczesność pod względem mody przypomina od kilku lat dawne czasy, więc nie wiem, czy powinnam tak to określić. I jak buźki swej nie kocham tak styl owszem. Jestem zdania, że ubiór wiele mówi o człowieku a przede wszystkim najważniejsze jest, by czuć się w czymś dobrze.
    W niektóre dni chowam się za swoimi długimi, sięgającymi aż za pas, brązowymi włosami. Są trochę kręcone. Wiele razy widziałam je na fotografii przedstawiającej .
    Oczy mam zielone. I to chyba tyle w temacie. Nie lubię mówić o swojej aparycji zbyt wieloma pięknymi i interesującymi facjatami się otaczam, by sądzić, że w lustrze widzę jedną z nich.

       E. Charakter

       1. Opis charakteru: Nie śpieszę się, by patrzeć na ten świat cały, nie podoba mi się ani trochę, co się dzieje, kiedy otwieram oczy. Chcę wierzyć, że kiedy nikogo nie widzę, tylko tę ciemność, to mnie też nikt nie zobaczy. Gdy byłam małym dzieckiem nie miałam żadnych powodów, by się tak chować w ten niewybredny sposób, ale potem dorosłam. Tylko wtedy to też sprawy wyglądały inaczej. Babcia mówiła, że mama za chlebem wyjechała i wróci za kilka miesięcy, więc ja za każdym razem, za tym za kilka miesięcy nie chciałam się chować przed światem, by mnie nie przeoczyła. Byłam grzeczna, uczyłam się pilnie w mugolskiej podstawówce. Początkowo dla niej całej, potem dla siebie trochę oraz dla babci trochę skoro ona wcale nie wracała. Z czasem przestałam zadawać pytania, nie oglądałam poruszającej się postaci na fotografii. O ojcu nie rozmawiał ze mną nikt. Wierzę, że wcale nie wie o moim istnieniu, w przeciwnym razie bylibyśmy rodziną – ja, on i moja babcia, która próbowała zastępować mi buziaki na dobranoc od mamy i taty. Żyliśmy długo z jej skromnej pensji, a potem emerytury. Odkąd pamiętam byłam tylko ja i babunia, choć na początku mieszkaliśmy jeszcze z dziadkiem, którego niestety nie potrafię sobie przypomnieć. Przed jego śmiercią porobiono mnóstwo nieporuszających się fotografii aparatem od niej, który należał później do mnie. W niektóre dni myślałam, że znam ten moment ze zdjęcia. Wracając jednak do tego starego analogowego aparatu. Bawiłam się nim bardzo często zwłaszcza na początku, naciągając moją jedyną rodzinę na wywoływanie zdjęć oraz zakupienie nowych kliszy. Chyba już wtedy wiedziałam, co chcę robić, kiedy dorosnę, chociaż przez pierwsze lata w Hogwarcie próbowałam zafascynować się czymś na dobre, abym w późniejszym czasie miała z tego zawód, a następnie pewny chleb. Problem polegał na tym, że interesowało mnie wszystko. Mój dziadek był czarodziejem, wiedziałam o tym, ona także, ale wychowała mnie babcia, która z magią miała niewiele wspólnego. Słyszała o szkole magii i całym magicznym świecie, na dobranoc czasem czytała mi baśnie Barda Beedle'a i opowiadała o magicznych miejscach, które w większości poznałam w swoim nastoletnim życiu, ale nie posiadała nadzwyczajnych zdolności. Byłabym rozczarowana, gdybym okazała się charłakiem, wtedy jednak babcia i ja byłyśmy pewne, że magiczny świat będzie też moim światem, nie wiedziałyśmy o czymś takim jak charłak. Stąd też wniosek, który wysunęłam lata później o ojcu czarodzieju.
    Nie umiem mówić o tym, co czuję, ani prowadzić konfliktów lub darzyć otwartą antypatią kogokolwiek. Wolę chować się za fałszywie miłymi gestami. Może przez fakt, że raczej introwertyczne ze mnie stworzenie. Nie bywam też w klubach, co nie oznacza jednak, że nie imprezuję wcale. Na pozór nie odbiegam od normy, wpasowuję się w schemat – mam fajkę w ustach, śpieszę się na sesję, jestem tak bardzo spóźniona, wieczorem wychodzę do baru. Albo chodzę uliczkami Londynu, oglądam street art i myślę jaki ze mnie frajer z tym nieszczęściem wypisanym na twarzy, stworzonym przez tak wiele rzeczy. Może źle próbuje wypełnić te dziury w sercu, złym chłopcem, a teraz mężczyzną. Tak od przeszło dwudziestu lat tworzę swoją historią pełną smutku, skupiając się na introwersji.
    Interesuję się jeszcze psychiatrią, jeśli ta informacja odmieni czyjejś życie, i pewnego dnia wyjdę za patologa, koniecznie. Wtedy też będę mieć swój własny magazyn, w którym znajdą się też zdjęcia wykonane przeze mnie.  

       2. Ciekawostki:

    • Zainteresowania: street art, fotografia, psychiatria
    • Ulubione: street art, książki, modeling, psychiatria, zespoły których nie znasz, kawa, naleśniki ze szpinakiem, ray-ban, koty, fotografia, muzyka, schopenhaueryzm, czerwona szminka, wschód słońca, księżyc w pełni, gorące i słoneczne dni, pokazy
    • Inne: nie mam uśmiechu ani przygód
         
    F. Przeszłość  
    Pierwsze, co pamiętam to babcię mą kochaną, która z czasem nauczyła mnie wiązać buciki i gotować barszcz. Kiedyś miałam jeszcze matkę, ale nie umiem sobie przypomnieć tych czasów. Mówili, że była piękna, więc złe geny muszę mieć po tacie. O nim nie wspominał nikt, był tematem tabu. Jako dzieciak nieczęsto pytałam się gdzie są moi wyrodni rodzice, miałam w końcu babunię. Żyliśmy z jej skromnej pensji, a potem emerytury. Po niej dostałam jedynie stary, analogowy aparat, kilka naszych wspólnych fotografii oraz imię. Nie pisze do mnie listów, nie otrzymałam ani jednej kartki na urodziny lub święta. Babcia mówiła, że wróci za kilka miesięcy, wyjechała za chlebem. Ale ona nigdy nie wracała, po żadnym za kilka miesięcy. Może dlatego przestałam interesować się tematem rodziców, dopóki nie poszłam do Hogwartu. Babcia nie potrafiła czarować i choć niektóre z pozostawionych przez nią fotografii były inne od pozostałych myślałam, że to całkiem normalne. Nie miałam większego pojęcia o magicznym świecie, wszystko to, co wiedziałam, wiedziała też babunia. Kiedy tam trafiłam całą swoją pustkę w sercu – o której nie miałam pojęcia – próbowałam wypełniać latami pewnym chłopcem, a potem mężczyzną. I nie umiem się uwolnić od tych prób marnych. Po siedmiu latach szkoły pojechałam za nim. Trafiłam do Rotterdamu, gdzie robiłam dużo zdjęć, a oni wszyscy i tak płacili mi za pozowanie lub chodzenie po wybiegu. Po ponad dwóch latach wróciłam do Liverpoolu ze względu na babunię, która kilka miesięcy później zmarła. Zostałam bez żadnej rodziny i z dziurą w sercu i jeszcze większą pustką i marazmem. Nie zapomnę jednak nigdy kto nauczył mnie wiązać buciki i gotować barszcz.
       

      Obecny czas to Sro Paź 18, 2017 5:42 pm